Byłem, zobaczyłem, wróciłem i chcę jeszcze raz. To mój pierwszy tak duży festiwal i zrobię wszystko, żeby nie był ostatnim. Przesiadywanie w kinie całe dnie, spotkania z twórcami, do tego świetny klimat miasta i (last but not least) świetne towarzystwo (jeśli jakimś cudem czytacie - pozdro ;P) - aż szkoda, że udało się pojechać tylko na 3 dni… Ale od początku.

PIĄTEK
Obejrzanych filmów: 5

Wyjazd o 7:55, odebranie karnetów, zalogowanie się w akademikach, (…) i ruszamy do kina. Na sam początek krótkometrażowy animowany "Sekwens", którego nikt nie zrozumiał, a zaraz potem znakomite "33 sceny z życia". Festiwalowy klimat unosi się w powietrzu i tylko arcynudny dokument "Po-lin: okruchy pamięci" na chwilę psuje zadowolenie. Ale zaraz potem po prostu fajny "Jeszcze nie wieczór" i spotkanie z Janem Nowickim i Jackiem Bławutem. Atmosfera sięga zenitu i wszyscy wychodzą z cieszyńskiego teatru z uśmiechem na twarzy.

Wreszcie, wydarzenie historyczne - pierwszy na świecie transgraniczny seans pod gołym niebem. Siedzimy w Czechach, ekran jest w Polsce, a pomiędzy Olza i granica. Jednocześnie pierwszy czeski akcent w naszym repertuarze - zabawna "Muzyka". Gdyby tylko nie zimno, na które się nie przygotowaliśmy i które w pewnym momencie zaczęło być bardziej zajmujące niż film…

(…)

SOBOTA
Obejrzanych filmów: 4

Sobota bardziej czeska niż polska. Najpierw przejmujący, kręcony przez ponad 20 lat dokument "Rene". Wreszcie udało się obejrzeć "Ga-ga. Chwała bohaterom" Szulkina - science-fiction w wydaniu środkowoeuropejskim na najwyższym poziomie absurdu. Niestety nie udało się dotrzeć na "Tobruk", którego seans został opóźniony o prawie godzinę. Tak więc wybraliśmy animację "Krwawa Dama" - do pewnego momentu rewelacja, potem już tylko przeciętność. Na zakończenie (filmowej części) dnia kolejny seans nad rzeką - dokument "Czeska RAPublika" - totalna ekstaza, transgraniczna transgresja, szaleństwo bez granic i zdecydowanie najlepszy film, jaki w ciągu ostatnich trzech dni obejrzałem.

(…)

NIEDZIELA
Obejrzanych filmów: 2,5

Niestety, problemy transportowe sprawiły, że musieliśmy zrezygnować właściwie z dwóch filmów. Ale na sam początek premierowo słowacka "Niedotrzymana obietnica". Sam film przeciętny w swojej poprawności, choć zarzucić mu niczego nie można. Za to ciekawym doświadczeniem było oglądanie go wraz z człowiekiem, o którym opowiadał. Potem "Psy i ludzie", czyli czeski film dosłownie i w przenośni. Przysnąłem na nim, a to chyba znaczy, że dobry nie był… Wreszcie połówka filmu-niespodzianki, z którego musieliśmy się urwać. Niespodzianką okazał się dokument "Jak gotuje się historia" - ciekawy pomysł pokazania wojny z perspektywy kucharzy i ich problemów z gotowaniem jedzenia dla wielotysięcznych armii.

I już… 19:00 - wracamy do domu…

Czeski język odbija się echem w moich uszach. Idąc katowickimi ulicami mam wrażenie, że ludzie mluvou v češtine. Dziwne to wszystko. :P
Za rok tam wracam.
Joł.

(HIT WYJAZDU :P)

zrodlo: Kiniarz z Champaner