- mam dla ciebie - zapiszczała mi mama w telefon. Odkąd poznała tajemnice tego urządzenia, dzwoni do mnie około 20 razy dziennie. Przeważnie z bardzo ważnymi niusami. Na przykład jak ten o kasztanach. Zresztą, o które ją poprosiłam. Bo jestem wielką fanką i miałam taką fanaberię.

Ostatnie parę dni spędziłam w budującym się domu mojej ciotki na Mazurach. Letnicy wrócili już do szkół, pracy, obowiązków, zostawiając Krzyże spowite w złote, ciepłe, jesienne wychamowanie, można było się więc dowoli lenić na pustym pomoście, łowić gigantyczne, 10- centymetrowe ryby, przechadzać po sypiącym złote confetti z liści lesie, wypinac gołą pupę do słońa. Jedynym intruzem byli jedynie robotnicy wykańczający dom ciotki. Ryk pił budził o świcie, wyganiając pod wiatę, gdzie rozpalaliśmy w kominku i pałaszowaliśmy smakowite, bo jedzone na świeżym powietrzu śniadanie. Którymś razem na kuchence zastaliśmy ogromne jelenie rogi, które panowie wygotowywali w ogromnym garze. Najwidoczniej nie czytali bajki "Bambi" bo wiedzieliby ile w konsekwencji strachu, zaczyna przynosić zwierzętom sam ludzki zapach. Wróciłam cięższa o kilogramy pieczonych ziemniaków, kiełbas i zupek chińskich. Chyba czas przejść na dajet.

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA