Bo jest coś…
Tani przywołuje cytat Cytata, a ja w nawiązaniu do jej rozmyślań, reaktywuję swój dawny wpis, który był również odwołaniem do cudzych przemyśleń i chociaż w założeniu miał być ironicznie kpiący, wyszedł taki, jak poniżej. Owszem, jest w nim nutka ironii, ale szemrze wątle w odległym tle melodii. Tekst jest nieco zmodyfikowany w porównaniu do pierwotnej wersji, ale to z przyczyn zmian, które nastąpiły w moim pobliżu od tamtego czasu, gdy wystukałem po raz pierwszy: „Bo jest coś…”
” Bo jest coś silniejszego poza nami, co każe nam wstawać i iść” - to prawda. Najczęściej jest to przemożna chęć siusiu, ale poważnie.
Ciało obolałe, umysł nie nadąża za własnymi myślami, oczy oglądają jeszcze senne fantasmagorie, a tu do szyb dzień puka i drapie kocim pazurem, bo kotka wredna wylazła niezauważenie z domu i chce wrócić.
Monotonia dnia napiera, woła i pogania, gdy ledwo drgające kończyny opuszczasz na podłogę. Dobrze, chociaż że prawą najpierw, bo wiadomo, czym grozi lewa wpierw.
Tłucze ci się na granicy świadomości, że przecież to niedziela, więc dlaczego i kto ci każe?
Ano nikt, tylko to: “coś silniejszego poza nami, co każe nam wstawać i iść” bez nadmiernego roztrząsania celu, wszak, bo mamy w sobie niechcący, a nawet wbrew chęciom i osobistym sprzeciwom, bólom i zmęczeniu dziwną potrzebę robienia tego, co niezbędne.
A pościel jest taka miękka i choć bez towarzystwa, to przytulna. Spała przed chwilą ze mną Rozmarzanna, wiosenna i letnia, i aromatycznie pachnąca wszystkimi porami roku. Jak bardzo boli ten jeden ruch ramienia odsłaniający parujące Rozmarzanną ciało i kurczące się od nagłego uderzenia chłodu członki. Ten nagły przypływ żalu, rozpaczy prawie, że to już po nocy, że to coś ślicznego, to sen był tylko i skończył się podle, bo obudzeniem, a te błyszczące ogniki obok łóżka, to nie czarodziejskie, świetliste oczy Rozmarzanny, lecz jarzące się ślepia wiernych psin, niecierpliwie czekających na chwilę, kiedy otworzysz im drzwi, by się mogły porannie wybiegać. Wsłuchujesz się, więc, niechętnie w siebie i burkasz pod nosem, a potem dobiega Cię głos tego czegoś “silniejszego poza nami, co każe ci wstać i iść” na zdrętwiałych nogach, z trzaskającym kręgosłupem, gęsią skórką i złością ledwie utrzymując równowagę potrącany przez rozszalałe radością psy. I idziesz, dumając, co każe ci to robić.
I nie wiesz.
Add a comment