Tak. Słyszałem, że umarł Michael Jackson. Dla mnie nie była to jednak najważniejsza informacja wczorajszego dnia. W nocy, której zmarł, najzwyczajniej spałem, co dla mnie osobiście było już bardziej zdumiewające, niż śmierć, niewątpliwie znaczącego, artysty. Z piosenek Jacksona polubiłem trzy, ale tylko dwóch znam tytuły, a jednej nie słyszałem od lat, bodajże, siedemdziesiątych. Te dwie to: „ABC”, która śpiewał z „Jackson five” i druga, to oczywiście „Will you be there”. O innych dokonaniach typu „Thriller”, oczywiście słyszałem, clip oglądałem, nie bez podziwu, „Moonwalkera” bez przekonania, ale ze względu na dzieci, bez niechęci i do końca. Traumy i dylematy Jacksona były mi dosyć obojętne, i nie zagnieżdżały się w moich myślach na dłużej, niż czas trwania newsa o nich, ale chociaż – jak powiedział ktoś – na swoje szczęście, Michale Jackson, umarł zanim się zupełnie skończył,
Znowu świat na chwilę opustoszeje.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje