Ciasny umysł
Kiedyś przeczytałem opowiadanie sf, którego bohaterowi ubywało przestrzeni, tak, jak nam ubywa czasu. Czuje się tak właśnie, jak mógł się czuć bohater owego opowiadania, to znaczy, mam wrażenie, że moja przestrzeń życiowa się kurczy i już niewiele brakuje, by nie starczyło w niej miejsca dla mnie. Może mógłbym pożyć jeszcze ileś lat, bo czasu jakby trochę jest, lecz nie ma już miejsca, w którym mógłby mi ten czas upłynąć. Wszystko przez te remonty… Po prawej stronie, na obudowie komputera pojawił się wczoraj wieczorem pająk. Dosyć spory. Można powiedzieć, że dobrze wypasiony stefan (copyright – Iksińska). Popatrzyłem na niego bez emocji, a on bez pośpiechu gdzieś sobie poszedł. Jako niewierzący, pomyślałem sobie zabobonnie -zwyczajem wielu ateistów – że pająk wieczorem, to szczęście, więc nie warto robić mu krzywdy. Następnie złapałem się na myśli, że kiedy czytałem z pajęczych ruchów szczęśliwą wróżbę, to wyobraziłem sobie sporą sumę pieniędzy, która mi wpadnie, nie wiadomo skąd, bo przecież zwykłe dochody, to żadne szczęście, tylko szara codzienność. Po chwili zasmuciłem się tym swoim wyobrażonym szczęściem, bo jak? Czyżby inne rodzaje szczęścia były mi już niedostępne? Jakże sparciała moja wrażliwość i wypłukała z tęsknot dusza… Pozostała tylko białkowa forma istnienia, też nieźle już postrzępiona przez czas i zdarzenia. Pająk pojawił się znowu na brzegu klawiatury po jej prawej stronie, jakby celowo tam, bo w tamtym miejscu nie groziło mu nieoczekiwanie zmiażdżenie palcem uderzającym w klawisze – nie używam tej części klawiatury do niczego. Przemaszerował przez całą klawiaturę i zniknął, bowiem nie musiał się obawiać śmierci z mojej ręki, gdyż mam ostatnio trudności z pisaniem i prawie nie używam klawiatury. Siedzę przed monitorem i nie znajduję w głowie żadnej treści, która mógłbym przenieść do pamięci komputera, a później, ewentualnie, na bloga. Kiedy już wstanę i z trudem przeciskając się pomiędzy kuchennymi meblami (bo to kuchnia w remoncie), wózkiem wnuczka, szafką z lekami i podpierając się obdrapanym kosturkiem dotrę do łóżka, uruchomiając w międzyczasie odtwarzacz CD ze smutnymi piosenkami (bo taki nastrój), to, zanim zasnę, piszę w głowie opowiadania. Niekiedy płacze potem cichutko w poduszkę, bo opowiadania są smutne, albo nie są smutne, ale jest w nich dużo nostalgii, dziwnych wzruszeń i innych zwykłych kiczowatych ludzkich emocji. Na szczęście, mam organizm potliwy, więc nikt nie wie o moich łzach, bo zmieszane z moim potem, nad ranem niczym się od niego nie różnią: są ciemną, mokrą plamą na poduszce, którą muszę suszyć i wietrzyć na dworze, żeby mi się w niej nie zalęgły jakieś robaki, choćby podobne do tych, co gryzą moją duszę. Ostatnio napisałem w głowie opowiadanie o dziecku martwej kobiety i tak się nad nim spłakałem, że musiałem przebrać całą pościel, co w środku nocy nie było łatwe (bo ten remont), gdyż czyste powłoczki wcale nie leżały na wierzchu, słusznie zresztą, bo przy remoncie by się niechybnie pobrudziły, lecz właśnie były mocno ukryte w niedostępnym miejscu. Dobrze, że wszyscy w domu spali kamiennym snem sprawiedliwych i nic się nie wydało. Zresztą remont tak wszystkich absorbuje, że może i bez zmiany pościeli nikt by niczego nie zauważył, a w najgorszym razie, powiedziałbym, iż z czajnika mi się chlapnęło, gdy zalewałem kawę. Bo często mi się wychlapuje, choć rzadko akurat na pościel. Ten remont to mój gwóźdź do zamknięcia przestrzeni, bo czas jego trwania niestety wydłuża się niczym guma, przez którą kiedyś skakały dziewczyny w szkole, zabierając nam –chłopakom przestrzeń niezbędną do grania w piłkę i do innych ważnych spraw, co bywało powodem wielu scysji, kto wie, czy nie celowo prowokowanych przez te dziewczyny, dla tylko im wiadomych celów, choć dla nas domyślnych. A to, dlatego że nikt mnie nie słuchał i niepotrzebnie ruszali okno, które teraz nie da się zamknąć, a nowego wstawić nie można, bo za drogie. Niestety, wśród materiałów budowlanych, które mój syn otrzymał w prezencie od kuzynki, nie było okna, choć były drzwi, ale drzwi są do wstawienia w miejscu drzwi i okna nimi nie można zastąpić. Robota, więc stoi, za to ja siedzę, wciśnięty w kąt swojej kurczącej się przestrzeni i nie piszę opowiadań, bo chyba w tej ciasnocie moje myśli nie mogą nabrać rozpędu.
Umysł, też mam już ciasny.
Add a comment