Weszła, wytarła buty. Niepotrzebnie - od tygodnia nie sprzątałem. Usiadła i rozejrzała sie podejrzliwie po ścianach. Póbowała rzucić okiem za szafę, ale był tam cień i zrezygnowała. Widziałem jednak, jak zerka w tamtym kierunku z nieufnością.
W odpowiedzi, takim samym podejrzliwym wzrokiem, omiotłem wnętrze i zaraz zrobiło się jaśniej, bo ja mam takie jasne spojrzenie bardziej.
Odetchnąłem, gdy niczego podejrzanego nie zauważyłem, aczkolwiek cień za szafą wyglądał niejasno.
Ona zapaliła papierosa, bo, nie wiem czemu, wszystkie odwiedzające mnie w potrzebie kobiety, na wstępie zapalają papierosa, jakby wiedziały, że to wydłuża mi opis zdarzenia i wzbogaca fabułę. Ona, do tego, paliła go przeciągle i z namaszczeniem, aż bałem się, że przeciągnie sobie filtr, i papieros straci smak. Nie przeciągnęła. Do końca paliła ze smakiem. Prawie, że filtr nadpaliła, tak jej smakował.
Wdychałem jej dym w milczeniu, bo jestem niewrażliwy, a do kobiet palących ze smakiem i namaszczeniem mam słabość niejasnej natury.
Milczałem, zatem, cierpliwie, oddając się swojej niewyjaśnialnej słabości poprzez spoglądanie w jej kierunku przez rzęsy. Tak skrycie trochę.
Przy okazji, wykorzystując chmurki papierosowego dymu, pobujałem nieco w obłokach, myśląc dodatkowo o niebieskich migdałach.
To ją chyba nieco skonfundowało, bo dramatycznym, a nawet drapieżnym gestem zdusiła niedopałek w popielniczce (że ja też, nie paląc  mam je w każdej potrzebie), stojącej w tym celu na stole. Nie pozwoliła mu się nawet dotlić, tylko zmiażdżyła go paznokciem.
Wtedy spostrzegłem, że jest w cętki. Paznokieć jest.
Nie ujawniłem swego spostrzeżenia, choć mnie zbulwersowało, ale nie wiem czemu. Tak jakoś, bez przyczyny.
Spodziewałem się po niej chwilowego zawstydzenia tym nieopanowaniem, ale dmuchnąwszy tylko wygiętymi wargami ku opadającej grzywce, spojrzała na mnie przenikliwie.
Odpowiedziałem jej prostodusznie. Na wszelki wypadek.
- Nie obawiaj się - powiedziała miękko i gardłowo.
Tym mnie, oczywiście zaniepokoiła, więc odpowiedziałem ostrzegawczo:
- Niczego się nie obawiam.
- I dobrze, pożycz mi szczyptę soli, bo zabrakło, a pomidory i ogórki mam na kolację.
Pożyczyłem jej soli z życzliwością i dumą, bo jeszcze  z czasów komuny pamiętam, że dobrze jest mieć dobre relacje z sąsiadką.

Która jest właścicielką sklepu spożywczego.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje