Staram się zachować stoicki spokój i nawet coś w rodzaju tzw. pogody ducha, ale pomysły na życie już mi się wyczerpały. W poniedziałek byłem wreszcie przymierzyć sprzęt ortopedyczny, na który od roku czekam i co rusz do niego dopłacam. Tym razem nikt ode mnie nie zażądał kolejnej dopłaty, ale sama podróż kosztowała mnie ponad stówę, bo pociągiem nie odważyłem się jechać (Już nie jestem chojrakiem, jak widać) i musiałem poprosić syna, żeby mnie podwiózł do Bydgoszczy. Gdyby koniunktura była lepsza, podróż nie kosztowałaby mnie nic, ale syn już trzeci miesiąc nie dostaje wypłaty, a jedynie jakieś zaliczki, które ledwie starczają na przeżycie. Dlatego w marcu wyjeżdża do pracy za granicę, a ja musiałem kupić paliwo do jego samochodu. W przymierzalni doznałem małego szoku, bo po pierwsze to, na co czekam, mimo wysokiej ceny, niewiele lepsze jest od kija do szczotki, po drugie zaś miałem okazję zobaczyć sprzęt, o którym, że może taki istnieć, nigdy bym nie pomyślał. Po prostu kosmiczna technologia. Prawie sam chodzi. Oczywiście, dla mnie tak sprzęt się nie nadawał, gdyż był wykonany na konkretne zamówienie i #8211; niestety #8211; za bardzo konkretne pieniądze. Na urządzenia tego rodzaju zbierają w telewizji przyjaciele i rodziny bohaterskich inwalidów, którzy mają niezwykłe marzenia. Ja nie mam marzeń nawet zwykłych. Zresztą, jak pisałem, nawet planów nie mam, bo jak bym mądrze nie postępował, jak rozsądnie sobie nie poczynał i tak spadnie meteoryt na moją budowlę, choćby to był tylko szałas z desek. Tak mam zapisane w gwiazdach. Piszę w ponurym tonie, bo cały tydzień był ponury. Mimo to, każdego dnia wyglądałem jakiejś przyjaznej wieści, jakiegoś miłego zdarzenia… Dałem się nawet namówić na planową wizytę u lekarza, chociaż nie chce już się leczyć, bo męczą mnie te wszystkie medyczne procedury i to ciągłe proszenie w aptece o odłożoną płatność. Nie byłoby tak źle może z moim nastrojem, gdyby nie ponowna choroba wnucząt i dzieci, spowodowana #8211; moim zdaniem #8211; niepotrzebną i przedwczesną (po chorobie) eskapadą młodych do drugich dziadków, u których panują inne zwyczaje termiczne (nie palą w nocy w piecu, bo uważają, że wystarczy dom nagrzać w dzień, a śpi się przecież pod przykryciem). U lekarza była jedna przyjemna niespodzianka, bo okazało się, że przyjęła mnie dawna znajoma, bliska niegdyś osoba. Trafiło jej się zastępstwo i ja w pakiecie. Porozmawialiśmy sobie długo, ale na szczęście nikt nie narzekał, gdyż byłem jej ostatnim pacjentem. Poza towarzyska pogawędką, a dokładniej, w jej trakcie, przepytała mnie dokładnie na okoliczność wszelkich moich dolegliwości, a następnie sporządziła mi coś w rodzaju wykazu nowoczesnych i skutecznych środków medycznych (nie tylko leków), które poprawiłyby mi komfort życia, oraz skierowała na kilka badań. Pięknie, ale musiałbym na same leczenie przeznaczać ponad 1000zł miesięcznie. Zatem, jak żyć? Zapytałbym Pana Premiera,   Ale on taki zalatany.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje