hermetyczność
Rodzina, praca zawodowa i w mniejszym stopniu miejsce zamieszkania czynią grupy, do których należymy hermetycznymi. Ubieramy się podobnie, jeździmy w podobne miejsca na wakacje, podobnie wychowujemy nasze dzieci, a nawet mówimy podobnym językiem. Często pozbawieni zaplecza grupy, do której należymy jesteśmy, i w dużo większym stopniu czujemy się, bezradni. Mezalianse są nadal w równie złym guście jak i kiedyś. Tylko może innego znaczenia dodaliśmy związkom morganatycznym - dziś jeśli już mezalians się dokonuje, osoba o statusie społecznym lub finansowym niższym od partnera poprawia swoją kondycję, zaliczając czasem spektakularny awans społeczny (lub majątkowy). Ktoś odpowie, że przecież średnio zamożne (nie piszę o biznesklasie) samodzielne kobiety "kumplują się" z własnymi fryzjerkami czy kosmetyczkami. Inżynier z sąsiadem - tapicerem spotyka się przed blokiem na przysłowiowym papierosie. Czy jednak wymiana kilku informacji prywatnych i przejście na "ty" są gwarantem nawiązania bliższych relacji? Bo choć bycie w jednej grupie społecznej nie zawsze oznacza ukończenie tych samych studiów czy pracę w jednej firmie, to z pewnością pokazuje, że członków danej grupy łączy coś więcej niż tylko fakt bycia człowiekiem. Pamiętam zaskoczenie, gdy część rodziny mojego partnera po naszym pierwszym spotkaniu zauważyła we mnie tylko wydumany język. Język, który w moim środowisku jest swoistą normą, a wśród studentów jedynie niegroźnym żartem, że używam wyłącznie wyrazów dłuższych niż "poniedziałek". Sama mogłam się zrewanżować tylko tym, że wśród pokolenia 30 i 40-latków, z którymi się znam i kumpluję nie ma nikogo kto ma jedynie wykształcenie podstawowe. Z innymi członkami jego rodziny, choć nie wszyscy mają ukończone studia, z miejsca znalazłam wspólny język z zakresu polityki, muzyki, filmu czy ogólnie życia. Wspólny stan to nie zawsze wykształcenie, a jedynie horyzonty. Ale jako że żyjemy w XXI wieku teoria zostaje wyparta przez praktykę. Grupy i stany mieszają się. Poznajemy ludzi, których nie mielibyśmy szans spotkać w naszym codziennym hermetycznym życiu. W internecie nie trzeba być kobietą by poznać lekarza ginekologa. Nie trzeba być miłośniekiem zdrowego odżywiania by poznać dietetyka. Nie trzeba być nawet człowiekiem z showbizu by móc umówić się z modelką. Internet zaburza teorię naszych hermetycznych środowisk. Zaburza choć na chwilę… i czasem tylko na chwilę. W internecie, na gronie, naszej-klasie, facebooku, czatach czy forach dyskusyjnych czasem głupia recepcjonistka z ambicjami które starczają tylko by wyrwać faceta i ustawić się, wydaje się być niegłupią romantyczką - nikt nie zgadnie, że wklejaja tylko zaczytane w necie cudze myśli. Nadęty, nudny i zapatrzony w siebie absolwent prawa czy medycyny zdaje się być księciem z bajki. Dowcipny erudyta umie po prostu bezbłędnie cytować kiedyś przeczytane zdania. Nie wierzę w mieszanie się grup społecznych. Wierzę natomiast w to, że czasem w nie swojej grupie można wyłowić kogoś, kto nie pasuje do grupy w której się znalazł przez urodzenie i inne takie. I wówczas ten nieoszlifowany kamień trzeba zabrać do domu. I o niego dbać by trafił na swoje miejsce.
Add a comment