W ostatnim czasie często można było usłyszeć pogrzebowy karylion w naszej okolicy. Wygląda to tak, jakby u wielu mieszkańców nastąpił przesyt trwającą zimą, jakby skończyła się im cierpliwość oczekiwania na wiosnę i uznawszy, że skoro ta nie nadchodzi, to oni odejdą. Większość odchodzących, to ludzie mocno starsi, właściwie wiekowi i być może w ostatnich chwilach swojego życia otrzymali jakieś tajemne informacje, albo o miejscu pobytu wiosny, albo o tym, że w tym roku nie ma co na nią czekać. Za każdą opcją jest jakaś przesłanka, bo na przykład pan Renek, który umarł tuż przed panem Edmundem, mówił mi swego czasu, wcale niedawno, że przyjdzie do naszego sadu jesienią nazbierać znowu jabłek. – Chyba, że udam się za wiosną – dodał, wówczas tajemniczo, a teraz, po prostu zrozumiale. Pana Edmunda spotkałem w aptece, też wcale niedawno. Kupował tabletki z tranu (też je kupuję, gdy mam za co) i gdy stanąłem za nim w kolejce, powiedział do mnie, że te tabletki, a właściwie takie elastyczne kapsułki, to dlatego, bo wiosny to już nie będzie i czymś trzeba uzupełniać braki słońca, i w ogóle. – Bo w ogóle, to ja na wiosnę już nie czekam – dodał i wtedy także brzmiało to nieco dziwnie, ale przecież już tak nie brzmi. Dziś znowu rozległ się pośmiertny karylion, ale jeszcze nie na pogrzeb, tylko jako jego preludium, a może powinienem napisać – epitafium dla kobiety, równie wiekowej, jak obaj, wcześniej zmarli, panowie. Zupełnie mi nieznanej. Piszę o niej – i o innych – dlatego, że właśnie ten karylion…
Tak się rozdzwonił.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje