Zawsze po cichu zazdrościłam chłopinom, tego kontaktu z dolną partią ciała, a mówiąc sciślej z narządem przedłużającym gatunek. Nie dość, że od małego mają przyzwolenie na nazywanie go na milion sposobów, potem w szkole zasmarowują jego podobizną ostatnie kartki zeszytów, odpowiednio się wprawiwszy przed przeniesieniem swojej ekspresji twórczej na drzwi wucetów i mury szkoły, to w dodatku moga toczyć swobodne rozmowy na temat jego domniemanych możliwości i niebotycznych wręcz długości jak stąd do Wisły. Dziewczynki spotykaja się jednak z większym ostracyzmem społecznym, który każe kłaść rączki na kołderkę, a na ostatnich stronach zeszytu owszem mogą rysować, ale te durny królewny, którymi od najmłodszych lat jesteśmy indoktrynowane. Dlatego z wielkim zapałem zareagowałam na apel Ani, mojej ex wykładowczyni z dżenderów, która zaprosila znajome dziewczęta do wspólnego rysowania, no nie cipek, ale dziewictwa. Też coś, prawda? Więc ochoczo ruszyłyśmy ku skojarzeniom. Chwyciłam za kredki i… znów narysowałam królewny. Jestem już chyba zaprogramowana.

Procesowi twórczemu towarzyszyły dwa koty. Jeden, szczególnie towarzyski, o cieżaże 9 kilo, uwalił się w samym centrum artystycznego ferworu wprost na plecki i z zadowoleniem pochrapywał. Jednym okiem od czasu do czasu tylko kontrolował powstawanie naszych rysunków, które mają zilustrować powazny artykuł Ani, dla jednego z czasopism.

Podczas wieczoru dowiedziełam się, że już niedługo bo 9- 11 kwietnia ruszają Dni Cipki, dla wszystkich, ktorym odczarowanie tego słowa wciąż sprawia trud, i dla tych którzy jak moja młodsza siostra piszą na drzwiach do pokoju - keep your vagina happy!.

http://u-f-a.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=520:9-1104-dni-cipki&catid=151:info

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA