Kręcę! Kręcę! Kręcę!
Osiem godzin dziennie, od poniedziałku do piątku. Bez wyjątków. Niby łącznik pomiędzy szkołą, a firmą stwierdził, że zakładu nie interesuje co my zrobimy na tych praktykach, czy będziemy, czy stwierdzimy, że mamy miesiąc urlopu. Przypomniał tylko o magicznych pięćdziesięciu procentach, gdzie przy firmie, która prowadzi już długoterminową współpracę ze szkoła, może pójść w ruch droga formalna i nagle się okaże, że należy odrobić praktyki w wakacje. Założenie proste, teoretycznie moja sprawa, ale już dostałem reprymendę za pojawienie się pięć po szóstej na zmianie i jeden dzień nieobecności, więc chcąc nie chcąc muszę być.
A tym sposobem tylko pierwszego dnia, po szkoleniu, przez jakieś trzy godziny poznałem jak mniej więcej funkcjonuję linia naprawcza, a potem dostałem wkrętarkę i kręcę…
Aaaa, różne rzeczy kręcę. Płyty główne, płyty główne, czasem też… płyty główne. Ba! Nawet z rzadka płyty główne i bazy. Tutaj też z letka moja wina. Mam takie talenta, że dostałem to właściwie karnie. Jako, że sprzęt mimo, że sprawny i skargi użytkownika na coś tam, to po prostu tak zasyfiony fan, czy porty, że nie reagują musi mieć coś zmienione, bo jest target. Tym sposobem proste robótki zostawiają sobie, a ja dostaję sztuki z płytami.
Tutaj pochwalę się moimi genialnymi umiejętnościami - jeśli coś jest porysowane, gdzie będzie widoczne od zewnątrz, to nie przejdzie final testu, a co za tym idzie będzie cofka do mnie. Po iluś tam płytkach dostałem prostą robótkę: zmienić switch cover, bo kilka diod nie reagowało - tak, dla odmiany. Jest to pierwsza rzecz, którą się zdejmuje, więc nie powinienem mieć problemów. Oczywiście, zapomniałem odkręcić jedną śrubkę i trzymało. Zalecaną plastykową szpatułką nie mogłem podważyć, to wziąłem w obroty pesetę, która się ciut omsknęła, akurat już na zmienionej, nowej części. Potem dołożyłem starań przy zmianie matrycy. Mój supervisor ostrzegał mnie, żebym tylko nie złamał bezela, ale jakoś tak… pękł sam z siebie. Usłyszałem: ” Tym sposobem zafundowałeś sobie tylko MOBO do zmiany, bo tam mniej możesz zniszczyć.” Sad, but true.
Na szczęście, mimo delikatnie odbiegającego zajęcia od programu praktyk, które ministerstwo wyobraziło sobie, że powinny tak wyglądać dla tego profilu, jest miła atmosfera. Spokojnie można nawiązać kontakt, z tego co się dowiedziałem można z tego wyżyć, a w porównaniu do obecnych ofert pracy, gdzie płacą ledwo najniższa krajową, to tutaj sobota jest jako dzień nadgodzin. Praca nie męczy, norma dzienna jest dobrana tak, aby daną sztukę wykonać dokładnie i bez pośpiechu.
Tak sztukę, jak kiedyś w wojsku, nieważne czy prawy czy lewy but, ważne, że jest sztuka. Tutaj na szczęście sztuka jest do użytku. Możliwe, że jestem traktowany bardzo łagodnie, ale wydaję mi się, że mimo poinformowania pracowników o nieujawnianiu ich narzekań na firmę praktykantom, nadal część prawdy zostaje i praca, może nudnawa, ale wystarczająca na początek po szkole. Właściwie tylko z tego powodu, nie wybrałem wygodnego leniuchowania w niszowej firmie, żeby mieć jakiś start i brak problemu ze swoją pierwszą pracą. Gorzej, że to plany długoterminowe, a mnie czas ostatnio coraz częściej zbyt szybko goni, zawsze wtedy kiedy najmniej go mam, pewnie to ironia życia.
Add a comment