Kwiecień/Maj
Gorzej niż w marcu… 12 seansów, w tym tylko 7 "premierowych", pozostałe już kiedyś oglądałem… No ale w maju na pewno się poprawi. Już obejrzałem 11 filmów, a z pewnością jeszcze wiele zobaczę, bo Festiwal Filmów Kultowych i zaliczenie pierwszego semestru z Historii Filmu Światowego . Z innych konkretnych planów mam tylko 3 filmy: "Manhattan" oraz 2 części "Ghost in the Shell". Ale to już i tak będzie bardzo dużo.
A póki co:
Lage Raho Munna Bhai - Czyli pierwszy seans powtórkowy. Odbiór właściwie taki sam jak za pierwszym razem - przyjemny, lekki film, podrasowany słuszną ideologią, nie trącący przy tym patosem. Fanem Munny dalej nie jestem, ale da się obejrzeć. 4-
Ostatnie Tango w Paryżu - Muszę przyznać, że w moich oczach ten film się nieco zestarzał. Rozumiem ideę, doceniam, ale dzieło Bertolucciego nie szokuje już dzisiaj tak jak kiedyś (a to chyba było jednym z jego celów). Film zdecydowanie godny uwagi (choćby ze względów społeczno-historyczno-filmowych), jednak nie zachwyca… Przynajmniej mnie. Pozostawiam bez oceny.
The Last Lear - Nie byłem entuzjastycznie nastawiony do tego filmu. Zawsze miałem wrażenie, że będzie to przeciętny film artystyczny, w którym ambicje przerosną możliwości twórców. A tu miła niespodzianka. Świetny pod prawie każdym względem. Tylko szkoda, że jest zagrany kaleczonym angielskim… 5-
Ran - Monumentalne dzieło, które wymaga wielkiego samozaparcia od widza. Dziś już nie kręci się w taki sposób i przestawienie się na estetykę sprzed prawie 30 lat w tym wypadku jest naprawdę trudne… Ale jak już się to uda, to trudno się oderwać. Bardzo subiektywne 4+.
Król Lew - Tak… Przyszło mi na odwagę i zmierzyłem się z legendą dzieciństwa.
"Król Lew" wytrzymał próbę czasu. Swoją drogą dziwnie ogląda się go z pozycji bardziej świadomego odbiorcy. I filologiczne zboczenie: Nala mówi o Simbie "Nie ożenię się z nim". O.o 5
Moje własne Idaho - z racji szekspirowsko-filmowej działalności obejrzany 2 razy w ciągu tygodnia. A wcześniej widziany w nieokreślonych okolicznościach. Kiedyś miałem wrażenie, że film jest równie pokręcony co "Last Days". Teraz okazało się, że tak nie jest. Znakomita opowieść o outsiderstwie, poszukiwaniu tożsamości i kompleksie Edypa. Gus van Sant w najlepszej formie. 5
Annie Hall - Co za cudo! Dawno temu oglądałem ten film i go nie zrozumiałem. Teraz uwielbiam. Allen bezbłędny, Diane Keaton cudowna + McLuhan + "I forgot my mantra". Ach! Ja chcę jeszcze raz i jeszcze więcej! 6
Miasto Ślepców - Cóż… Recenzja tego filmu jeszcze będzie (jak tylko dostanę za nią ocenę :P). Póki co napiszę, że z jednej strony można się zachwycić, z drugiej - mieć wiele do życzenia. Ogólnie na plus, ale "Miasto Boga" to nie jest… 3+
Scoop: Gorący Temat - Nowy Allen wcale nie jest taki zły jak go malują. Przynajmniej nie w wersji scoopowej. Bardzo przyjemna, niegłupia historia z klimatem. Do "Annie Hall" jej daleko, ale nie każdy film mistrza musi być mistrzowski. 4
Jej Wysokość Afrodyta - Ten film jest mistrzowski. Kapitalny pomysł "zaproszenia" do filmu chóru z antycznej tragedii ("O, Zeusie! Oddzwoń do nas jak wrócisz!" :D). Wszystko to, co w Allenie najlepsze - humor na najwyższym poziomie, błyskotliwe cytaty i nienormalna normalna historia. 5+
Add a comment