Laf story po łódzku
Ona, lat 19. On lat 29. Wielka miłość obecnych czasów. Historia prawdziwa.
Czwartkowa noc.
Brzęk tłuczonych butelek po piwie. Jedna, druga, trzecia… I Jej krzyki, których nie sposób powtórzyć. On w drugim końcu podwórka krzyczy równie poprawną polszczyzną w Jej kierunku. Ona biegnie w Jego stronę i rzuca się na Niego z pięściami. Szarpią się przez kilka minut po czym rozchodzą w dwie strony. Ona z płaczem.
Piątek rano
O 8.30 słychać krzyki. On z czułością oznajmia Jej, że Dla mnie, dziwko, już nie istniejesz. Gdybyś nie była moją dupą tylko kolegą to rozjebałbym ci łeb na tej ścianie. Rzecz w tym, że podobno Ona nie spała w nocy w domu, więc On wywnioskował, że się puszcza. Ona tłumaczy się, powtarza dziesięć razy to samo. Kończy się Jego wyznaniem, że dla Niego już Jej nie ma.
Piątek późnym wieczorem
Na podwórku znów krzyki. Tym razem jakby radosne, zwyczajne jak na te okolice. On pijany, Ona jeszcze bardziej. Są razem i najwidoczniej się kochają.
Sobota
Podobnie jak piątkowa noc. Nie było słychać krzyków, co nie znaczy, że ich nie było.
Niedziela późnym wieczorem
Hałas w bramie. Ona szarpie go i mówi, żeby spierdalał do domu. Szarpią się, On łapie Ją ramieniem za szyję a Ona go gryzie. W odwecie On popycha ją dość mocno na ścianę i znika w bramie. Ona zostaje zakrwawiona. Po chwili On wraca i bez słowa ją przytula. Ona go odpycha. Kilka minut później płacze mu w rękaw, bo jak Ona z taką twarzą podrapaną ma iść do pracy? Objęci znikają razem w bramie…
Tak teraz wygląda miłość?
Add a comment