Biorę sie za tekst o kobiecych kręgach. Jakkolwiek magicznie nie brzmiała by ich formuła, czy scenariusz spotkań, właściwie polegają na budowaniu kobiecej solidarności, mocy, poprzez międzypokoleniowe rozmowy, wymianę obserwacji, odkrywanie wspólnej natury, drzemiącego ognia. Z pewnoscią kobiety w nich uczestniczące wychodzą ze spotkań mocniejsze, zmotywowane, bardziej siebie świadome i pewniejsze. Pięknie jeśli warsztaty prowadzi mądra, świadoma kobieta. Na naszym rynku jednak sporo hochsztaplerstwa, paniuś które mają maturę i kursa niektóre, a spragnionych wsparcia klientek, które łatwo nabrać również. Trochę przeraża myśl, że nie ma kontroli nad trenerami, terapeutami, którzy mogą wyrządzić więcej krzywdy niż dobrego.

Ale mniejsza o większość. Uczestniczyłam niedawno w jednym z takich spotkań. Poruszyła mnie najbardziej samotność zebranych kobiet i ich wycie do ksieżyca o zesłanie na ich drogę mężczyzny, który się wszystkim zajmie, ukocha, pokieruje życiem i zabierze całą tą cholerną odpowiedzialność. Miałam ochotę wstać i potrząsnąć każdą z nich po kolei, a potem przytulić i powiedzieć, że te ostatnie rozstanie czy rozwód to okazja by zacząć żyć tylko dla siebie.

Zamiast tego wzięłam udział w bardzo krzepiącym punkcie programu - za co jesteś wdzieczna w minionym roku? Za każdy wymieniony sukces, należało zabrać jeden z kolorowych kamyczków leżących pośrodku kręgu. Kiedy uzbierałam cały kopczyk, pomyślałam, że sporo udało mi się zrobić, osiągnąć i trzymając obrany kurs, przesuwam się do przodu.

Na kartce planów na 2010 mam póki co 18 punktów. Mam nadzieję, że za rok uda mi się, wszystkie z satysfakcją skreślić.

I Wam życzę spełnienia wszystkich marzeń. Tańczcie w świetle ksieżyca i spójrzcie od czasu do czasu w niebo. Dzisiaj pełnia, kazde życzenie się spełnia!

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA