MAŁA GRUZJA CZY MON COTEAU?
Całą sobotę zdychaliśmy równo po przeuroczym towarzysko piątku. Natomiast dzisiaj ruszyliśmy pozwiedzać trochę Mon Coteau - czyli moje wzgórze, zwane Mokotowem. Chociaż na własne potrzeby nazywam je Małą Gruzją, wszak na prawo raczy nas winami gruzińska winnica, a na lewo kameralna, przesympatyczna knajpka TBILISI, z genialnym domowym jedzonkiem. Kto nie był, niech koniecznie zajży. Szczególnie polecam Chaczapuri czyli wypełniony słonym serem cienki drożdżowy placek i Charczo, pikantną, tłustą zupę z dużymi kawałkami baraniny, ryżem i pomidorami, obficie doprawioną pachnącą kolendrą.
Zresztą jak się okazało, nasze bliskie otoczenie jest pełne niespodzianek. Zresztą popatrzcie sami:
fasada sasiędztwa
gdzie ubrać się szykownie?
Krokusy na Słonecznej
Add a comment