Wszędzie trąbią o M. Jacksonie, więc i ja się pokuszę. Człowieka w życiu nie poznałem, a widziałem go tylko w telewizji oraz od czasu do czasu słysząc jego piosenki. Zmarł i co się stało? Wszyscy się podniecają, że sławny, wspaniały, cudowny, bla bla bla.. muzyk odszedł, ale jego muzyka (*bleah*) pozostanie z nami….

Pomijając to, że jest człowiekiem jak każdy inny, a jego śmierć pożytku ludzkości nie przyniosła i nie przyniesie, to iście nie eleganckim jest mówienie o śmierci piosenkarza jak o kolejnej dochodowej informacji. Wiem, że zyski przynosi to, co jest tragiczne, jest dużo trupów albo komuś wyleją kwas na głowę, ale jak już chcemy mówić o znanych ludziach to chcociaż nie ograniczajmy się do piosenkarza.

Nie wiem czy mówili o tym w TV, ale tego samego dnia co pan Jackson zmarła również aktorka z “Aniołków Charliego” pani Farrah Leni Fawcett, może mniej znana, ale czy jej śmierć jest mniej ważna? Może po prostu mniej dochodowa….

zrodlo: Oniczym - blog pseudofilozoficzny