Nabierając na miasto
Tę dziewczynę nabrałem na miasto. Tak, tak, nabrałem, udając, że jej pokażę, co nie tylko, a byłem wcale nie stamtąd, jak i ona. Los nam sprzyjał pogodnym niebem, ciepłym wiatrem i zmysłami na ostrzu noża. Unikaliśmy dotykania, bo każdy dotyk groził nieposkromionym wybuchem tanecznego całowania na środku byle czego, choćby chodnika, ulicy, czy kałuży, która – jedna jedyna - chyba dla nas specjalnie się ulała z cysterny, byśmy mogli w taki upał, całować się w jej środku. Ona ochlapała bose nogi, mimo, że była w drewnianych chodakach, a ja rozmiękczyłem swoje niemodne buciory aż do ludzkiej, mojej skóry, co i tak mnie nie ochłodziło. Nabierałem ją przez cały dzień, aż do nocy, pokazując nieznane zakątki, romantyczne podcienie i tajemnicze zaułki, które, wszystkie obcałowywaliśmy, bo nie udawało się nam uniknąć dotyku. Wycałowaliśmy tak całe miasto, sekretnych miejsc nie unikając. Rozsmakowani niemożliwie, spijaliśmy z niego czar niepowtarzalny - eliksir magiczny.
Pełnymi haustami, aż do upojenia.
Add a comment