Gdy, tylko Strepsix napomknął o chojractwie, natychmiast stanął mi przed oczyma chojrak najbardziej chojracki z wszystkich poznanych przeze mnie chojraków. Było to jeszcze w czasach, kiedy mieszkaliśmy w Bytomiu. Kupiłem moim synom łuk, a że jest to zabawka nader niebezpieczna dla dzieci, gdy bawią się bez nadzoru, zawsze byłem przy nich, kiedy chcieli sobie postrzelać. Braliśmy łuk, strzały i tarcze i wychodziliśmy na podwórko. Natychmiast zbiegały się dzieciaki i chcąc, nie chcąc musiałem organizować strzelanie dla wszystkich. Był wśród nich jeden mały, najmłodszy w grupie chłopiec, który z wielkim przekonaniem twierdził, że jest najlepszym łucznikiem na świecie, do tego, strzelanie z łuku jest bardzo łatwe. Pojmowałem doskonale jego rozumowanie, bo sam, jako malec nieraz uważałem, patrząc z boku, że żadna czynność nie jest trudna, bo skoro wszyscy tak lekko ją wykonują, to inaczej być nie może. Myślałem tak, na przykład, patrząc na kierowców bez wysiłku prowadzących samochody, na ludzi pływających w stawie, czy na mojego starszego brata łażącego, jak małpa, po drzewach. Dlatego, pozwoliłem owemu malcowi także strzelać, pomagając mu naciągnąć cięciwę i nakierować strzałę na cel. Trafiliśmy kilka razy bardzo celnie, więc przy wszystkich potwierdziłem, że jest znakomitym strzelcem. - Bo ja wszystko robie najlepiej! – Powiedział dumny z siebie. Potwierdziłem jego słowa, sądząc, że postępuję bardzo pedagogicznie, bo umacniam w chłopcu poczucie własnej wartości. Za jakiś czas, nie wiem dokładnie jaki, dowiedziałem się, że chłopiec utonął w stawie. Nigdy nie dowiedziałem się, jakie były dokładnie okoliczności tego wypadku, lecz nie umiem pozbyć się niepokoju, że była w tym zdarzeniu jakaś moja wina. Prześladuje mnie myśl, iż ów mały chojrak, który uważał, że wszystko robi najlepiej, a ja w nim to przekonanie umocniłem, chciał komuś – jakimś swoim kolegom – pokazać, że świetnie pływa…
Lecz nie umiał.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje