Siedzę sobie w robocie, słońce wpada do openfakinspejsa, na stopie leży łeb Masali, która dzisiaj wpadła ze mną trochę popracować. Plany na dzisiejszy, jakże szalenie ważny wieczór padły. Mieliśmy jechać do Berlina, ale raz - Euro pojebało z kursem, dwa noclegowni brak. Także kroi się totalny spontan z jakąś symaptyczną buteleczką skitraną pod kurtką na ulicach Warszawy. I bardzo dobrze. Jestem zwolennikiem nie napinania się na cokolwiek, a szczególnie na przełomowe daty. W głowie zrobiłam już najważniejsze. Podsumowałam rok, który był wyjątkowo twórczy, spokojny, dojrzały i pełen kolorów, zapachów i dzwięków, które życie postanowiło premierowo mi zaserwować. Nie mam jakiś specjalnych życzeń. Niech będzie tak ciekawie jak było do tej pory. Od siebie chcę tylko konsekwencji i wytrwałości w różnych postanowieniach. A od świata chęci do łapania motyli ze mną. Bo jak śpiewali Starsi Panowie - Wespół w zespół, wespół w zespół, By żądz moc móc zmóc:)

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA