Bez kilkugodzinnych podróży z przesiadkami, bez marznięcia lub, dla odmiany, spływania potem w upale, piachu i kurzu. Taki zaplanowałam na lipiec ;P

A ten jest spokojny, domowy, wstaję o 11:00, wypijam kawę z rodzicami, forumuję, bloguję, lobbuję, trochę sprzątam, trochę robię zakupów (pomogłam tacie wybrać aparat cyfrowy), wieczorami zaś nadrabiam zaległości filmowe (o filmie “300″ w następnym wpisie)
Zajrzałam także do fryzjera, by doprowadzić fryzurę do omal pożądanego kształtu:

Ech, żałuję, że się kończy…

zrodlo: Szprotestuj?