ODDECH GÓR
Góry przywitały nas najpierw deszczem i spływającą ze stoków gliną, potem słońcem, a na koniec chrzęszczącym mrozem. Pogoda narzuciła program. Odpowiednio więc - ciesząc się obecnością telewizora w naszej góralskiej chatce, z wielkim podnieceniem nadrobiliśmy zaległości w polskich serialach, zachwycając się instruktarzem ról społecznych i płciowych, sporządzonym przez scenarzystów "Klanu". Tej produkcji można nie oglądać pare lat a i tak jest pewnosć, że pani ze wschodu "Bożesz ty mój" i Rysiek taksówkarz choć starsi, cieszyć się będą tym samym zdrowiem. Poszliśmy też na długi, piękny spacer po Wierchomli, po drodze rozmawiając z uwiązanymi na króciótkich łancuchach owczarkami podhalańskimi. Jeden z nich budził mnie o świcie skompleniem. Pan taksówkarz przekonywał, że psy w mieście mają gorzej… Myślę, że wolność i potrzeba przestrzeni to nadrzędna potrzeba każdej istoty. Masala ma przynajmniej ursynowskie 30 metrów riviery, naszą bliskość i parę spacerów dziennie.
Pies naszych gospodarzy
Z góry zjechaliśmy dwa razy. A właściwie z cudem ocalałego paska śniegu ciągnącego sie po stoku. Nóżki słabe, rozsądek podpowiadał ostrożność. Słońce świeciło, pachniało wiosną z zieleniących się wokół pól. Tak rozpoczeliśmy sezon. Mam nadzieję, że uda nam sie w tym roku wyjechać gdzieś na dłużej.
W małym pokoiku z pięknym widokiem na dolinę odnalazł mnie spokój i przyjemne ciepło bliskości. Pewnie nie mała w tym zasługa świętej rodziny, która czuwała nad naszym snem z pięknego obrazu.
Wisienką na torcie był wypad do Krynicy, gdzie udaliśmy się do domu zdrojowego spożyć trochę wód leczniczych. Wybrałam Słotwiankę na kłopoty z żołądkiem, Fiołek natomiast pojechał po bandzie i wypił jednym duszkiem śmierdzącego zgniłym jajem Zubra. Łeeeee. Krynica mimo uplywającego czasu roztacza wciąż specyficzny urok geriatycznego kurortu, gdzie w hali zdrojowej obok kolejki po życiodajną wodę, skupiają się wszelkiej maści hochsztaplerzy - od sprzedawców maści na żylaki wyprodukowanych z minerałów pochodzących z dna morza prehistorycznego, przez kiczowatych portrecistów, po rozlewczynie perfum i malarzy aktów bezrowkowych.
Wypoczęta i już wyspana po podrózy pustymi pociągami pod specjalnym nadzorem PKP jestem już w Wawie.
Add a comment