Jest dobrze.

Polubiłam facetów z Zarządu. Czasem siadam z nimi na werandzie, pod parasolem, i opowiadamy sobie głupoty. Poznajemy się. Bardzo intensywnie mnie słuchają. Sami ciekawie mówią.

Wchodząc dziś do pracy, usłyszałam głos. Przepraszam, nie głos. Głos. Znany nam wszystkim z filmów, programów, zapowiedzi. Niski, głęboki, aż poczułam ciary na plecach. Do momentu, kiedy nie zobaczyłam do kogo ten głos należy - kolejna fantazja legła w gruzach ;-)

Powoli ogarniam pole walki, a raczej orki, bo to ugór i praca u podstaw. Łatwo nie będzie, ale za to ciekawie i intensywnie. Tego chciałam, prawda? To mam.

Daję się coraz bardziej oczarowywać Saskiej Kępie. Jej malutkim uliczkom, straganom z owocami i ludziom.

Lęk, obawy, stres? No pewnie, że są. Ale nie przeważają szali.

zrodlo: Balsam dla duszy