Percepcja masala movies na tle kina kultu - cz. 1
Przypomniało mi się, że kiedyś obiecałem to opublikować, więc wrzucam.
Żeby nie było tak pusto. Konstruktywna krytyka mile widziana. Znawców tematu proszę jednocześnie o wyrozumiałość - praca była pisana z myślą o tych, którzy na temat masala movies mają najwyżej blade pojęcie.
„Kultowy odbiór dzieła filmowego zakłada (…) tożsamość lub przynajmniej wymienność ról nadawcy, odbiorcy i interpretatora. W tym modelu ktoś, kto objaśnia i utrzymuje, że wie lepiej, jest z pewnością niezbyt mile widzianym intruzem.”
- Andrzej Pitrus: Kino kultu.
Powyższe zdania, będące konkluzją książki Andrzeja Pitrusa, postanowiłem uczynić mottem niniejszej pracy. Moja mocno eseistyczna i bynajmniej nie profesjonalna (raczej fanowsko-amatorska) próba opisu pewnej odmiany odbioru kultowego zaczyna się tam, gdzie Kino kultu Pitrusa się kończy. Autor skupił się na analizie samych filmów kultowych, ja chciałbym zwrócić uwagę na ich percepcję.
Jednocześnie spróbuję pójść trochę dalej: za przykład posłuży mi nie kino kultowe w stricte tego słowa znaczeniu (choć do niego też będę się odwoływał), a masala movies, czyli rozrywkowe filmy powstałe w Indiach. Ich odbiór wykazuje wiele podobieństw do odbioru kina kultu.
Termin masala movie to hybryda słów w języku hindi i angielskim. Masala oznacza mieszankę przypraw, movie to oczywiście film. Łatwo więc domyślić się, że masala movie (w wolnym tłumaczeniu: film mieszany) będzie łączył w sobie elementy różnych gatunków filmowych, takich jak komedia, melodramat, film akcji, czy wreszcie musical.[1]
Zamiast wprowadzania terminu znanego w Polsce tylko wąskiemu gronu odbiorców, mógłbym oczywiście napisać, że skupię się na zdobywającym coraz większą popularność kinie bollywoodzkim. Byłoby to jednak krzywdzącym uproszczeniem, gdyż nie każdy film z Bollywood to masala movie i nie wszystkie masala movies powstają w Bollywood.[2] Jako przykłady posłużą mi też produkcje południowoindyjskie powstałe w tzw. Kolywood (w języku tamilskim) i Tollywood (w języku telugu), rządzące się nieco inną estetyką niż te zrobione w leżącym na północy Indii Bombaju.
A czym w takim razie jest film i odbiór kultowy? Często stwierdzamy: Ten film jest kultowy, nie do końca wiedząc co to oznacza. Już z przytoczonego wyżej cytatu wywnioskować można, że film kultowy zakłada pewną interaktywność, zabawę z widzem, który zmienia dotychczasową pozycję biernego obserwatora ekranowych wydarzeń. W odbiorze kultowym ważniejszy od samego filmu staje się seans, wspólne przeżywanie często niezbyt wysokich lotów dzieła, otoczka, którą fani wytwarzają wokół obiektu kultu.
***
Zgodnie z obranym mottem, nie mam ambicji objaśniania zjawiska odbioru masala movies . Taka postawa badawcza (nawet gdyby, wbrew temu co napisał Pitrus, była mile widziana) wymagałaby ogromnego nakładu pracy i ogromnej wiedzy, której z pewnością mi brakuje. Wymagałaby również obiektywizmu i relatywizmu, o który, jako czynny odbiorca masala movies, odrobinę bym się obawiał. Chciałbym więc skupić się przede wszystkim na analogiach tejże percepcji z percepcją kultową.
Początków kina kultu szukać należy w Stanach Zjednoczonych przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku, kiedy to kino klasyczne zaczęło przeżywać swój pierwszy kryzys. Działający poza oficjalnym obiegiem twórcy tacy jak Roger Corman, czy William Castle, proponując nowe spojrzenie na kino, dali pierwociny zjawisku, które swoje apogeum osiągnęło w latach 70. Ósma i dziewiąta dekada XX wieku, przyniosły jego zmierzch. Współcześnie nie mówi się więc już o kinie kultowym, a o odbiorze kultowym, który w jakichś formach przetrwał do dziś.[3]
Jako jedną ze współczesnych form kultowości w kinie wskazać można właśnie fenomen masala movies. Trudno doszukiwać się wspólnej genezy amerykańskiego kultu i indyjskiej masali, a jednak podobieństwa w odbiorze tych dwóch zjawisk są intrygująco podobne.
Historyczne początki masala movies wiążą się z wprowadzeniem dźwięku do techniki filmowej. Nowy wynalazek stworzył nowe możliwości – na ekranie wreszcie mogła zaistnieć muzyka, która do dziś pełni ogromną rolę w konwencji masala. Już Alam Ara (1931, reż. A. Irani) – pierwszy indyjski film dźwiękowy - zawierał 12 wstawek muzycznych.[4] Do dziś pełnią one ważną funkcję w interakcji pomiędzy widzem, a samym dziełem.
Seanse kinowe w Indiach odbywają się na zupełnie innych zasadach, niż jest przyzwyczajony do tego zachodni widz. Publiczność żywo reaguje na akcję na ekranie: klaszcze, śpiewa razem z bohaterami. Zdarza się nawet, że w stronę ekranu lecą – w zależności od sympatii widzów wobec pojawiającego się na nim bohatera – drobne monety lub pomidory, czy mango. Na seanse ulubionych filmów przychodzi się po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy. Rekordzistą pod względem popularności jest Dilwale Dulhaniya Le Jayenge (1995, reż. A. Chopra; wydany w Polsce jako Żona dla Zuchwałych), który nieprzerwanie od 13 lat wyświetlany jest w bombajskim kinie Maratha Mandir.[5]
Genezy tego zjawiska (jak i wielu elementów obecnych w samej strukturze masala movies) badacze dopatrują się w tradycji dramatu sanskryckiego.[6] Tak więc o wspólnym podłożu kulturowym, czy ideologicznym nie może być mowy, ale analogie z amerykańskim kinem kultu narzucają się same.
***
Do Polski pierwsze masala movies trafiły w 2004 roku. Wtedy to, podczas piątej edycji festiwalu filmowego Era Nowe Horyzonty w Cieszynie zaprezentowano Czasem Słońce Czasem Deszcz (2001, reż. K. Johar).[7] Film cieszył się zaskakująco dużą popularnością, w wyniku czego w lutym 2005 roku trafił do szerszej dystrybucji kinowej. Polska publiczność podzieliła się na entuzjastów i zajadłych przeciwników masali. Tych drugich zostawmy w spokoju, bardziej interesującymi dla tej pracy są ci pierwsi.
Polscy bollymaniacy (jak sami siebie nazywają fani masala movies) szybko przejęli zwyczaje panujące w indyjskich kinach i zaadaptowali je do swoich warunków. Z oczywistych względów zrezygnowano choćby z rzucania przedmiotami w ekran, ale pozostały oklaski, okrzyki, podśpiewywanie z bohaterami. Co więcej, wprowadzili sporo nowych rytuałów i zwyczajów (o czym niżej).
Fenomen popularności masala movies w Polsce również można powiązać z niegdysiejszym fenomenem kina kultu. Większość fanów, jako główną przyczynę zainteresowania filmem indyjskim, podaje zmęczenie tym, co oferuje kinematografia amerykańska, czy europejska i odmienność tego, co można znaleźć w filmach typu masala. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku kina kultowego – zmęczenie formułą kina klasycznego mocno przyczyniło się do jego powstania.
Jest jednak znacząca różnica: w tworzenie kina kultu wpisane było świadome uczestnictwo twórców filmowych. To oni kreowali wydarzenia na sali kinowej, prowokowali widzów do żywego uczestnictwa, zapewniali oprawę seansów.[8] Fenomen masala movies pozbawiony jest tej ingerencji twórcy w otoczkę dzieła. Reżyser tworzy film i na tym jego rola się kończy. Resztę biorą w swoje ręce fani.
Ci z kolei często nawiązują współpracę z dystrybutorami filmów oraz kinami, sami zapewniając odpowiedni wystrój sali i oprawę podczas seansu. Przykładowo pokazom filmów Devdas (2002, reż. S.L. Bhansali) i Dhoom 2 (2006, reż. S. Gadhvi) podczas (nomen omen) 11. Festiwalu Filmów Kultowych w Katowicach towarzyszyły prelekcje, wystawa plakatów i konkurs z nagrodami. Paniom zaproponowano tradycyjne indyjskie malowanie dłoni henną, a z całym wydarzeniem połączono imprezę w indyjskich rytmach. Taka oprawa podczas seansów kinowych nie jest wyjątkiem. Wciąż rzadkie jeszcze pokazy masala movies[9] zostają wynoszone przez publiczność do rangi święta, które należy odpowiednio celebrować.
***
Fani najsłynniejszego filmu kultowego, Rocky Horror Picture Show (1975, reż. J. Sharman) przychodzili na seanse swojego ulubionego dzieła nawet po kilkaset razy. Często przebierali się za bohaterów filmu, przynosili ze sobą różne hałaśliwe rekwizyty, razem z postaciami na ekranie deklamowali znane na pamięć kwestie. Tym sposobem sala kinowa stawała się niejako elementem filmowej rzeczywistości.[10]
Podobny typ kultu wytworzył się wokół masala movies . Fani często przychodzą do kin ubrani w tradycyjne indyjskie stroje. Podczas hucznego, przedpremierowego pokazu filmu Om Shanti Om (2007, reż. F. Khan) w Warszawie, by zachęcić widzów do przebieranek, zorganizowano konkurs na najciekawszy strój w klimatach lat 70., w których akcja pierwszej części OSO została osadzona.
Jako, że zazwyczaj masala movie , krąży po Polsce w jednej, czy dwóch kopiach, fani często przemierzają spore dystanse by zobaczyć swój ulubiony film. W przypadku wspomnianego Om Shanti Om, najwięksi zapaleńcy jeździli za filmem po całej Polsce. Co więcej, wśród nich znalazły się i takie osoby, które wcześniej pojechały na premierę do Londynu, a następnie na pokaz specjalny z udziałem gwiazdora filmu, Shahrukha Khana, podczas festiwalu filmowego Berlinale 2008. Nic więc dziwnego, że podczas pokazu filmu w katowickim kinie Światowid, można było dosłyszeć głosy osób znających dialogi na pamięć.
Z kolei na seanse filmu Chak de! India (2007, reż. S. Amin; który nie do końca wpisuje się w konwencję masala movies), opowiadającego o trenerze żeńskiej drużyny narodowej hokeja na trawie, fani zabierali gwizdki i flagi Indii, by „dopingować” zespół rozgrywający mecze podczas mistrzostw świata.
Oczywiście tak niekonwencjonalne zachowania musiały wzbudzić kontrowersje. Postronni uczestnicy takich seansów bywają oburzeni zachowaniem fanów, którzy przeszkadzają im w spokojnym odbiorze filmu.
***PRZYPISY
[1] Por. T. Szurlej: Bollywood. Indyjskie kino komercyjne. W: „Kwartalnik Filmowy” 51/2005, s. 71.
[2] Obecne w świadomości przeciętnego Polaka i podtrzymywane przez większość massmediów uproszczenia i stereotypy dotyczące kinematografii indyjskiej to temat-rzeka, w który, z racji profilu niniejszej pracy nie będę się zagłębiał. Zamiast tego odsyłam do trzech internetowych artykułów:
K. Lipka-Chudzik: Dlaczego Bollywood? Dostępny w Internecie: http://www.stopklatka.pl/artykuly/artykul.asp?wi=35984
K. Lipka-Chudzik: Dlaczego Bollywood II. Dostępny w Internecie: http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=50964, http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=51014
J. Gałka: Klata Khana, czyli zła prasa Bollywood. Dostępny w Internecie: http://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=5489
[3] Zob. A. Pitrus: Kino Kultu. Kraków 1998, s. 9-24.
[4] T. Szurlej: Bollywood…, s. 71.
[5] http://www.bollyvista.com/article/a/32/8979
[6] Zob. T. Szurlej: Bollywood…, s. 77.
[7] Informacje na temat rozwoju popularności kina bollywoodzkiego w Polsce zaczerpnięte zostały z tekstu P. Biczkowskiej przedstawionego na panelu „Bollywood w Polsce” podczas VII Ogólnopolskiego Konwentu Miłośników Kultury Teleport 2007. Tekst dostępny jest na stronie http://bollywood.pl/artykul.php?Id=71.
[8] Zob. A. Pitrus: Kino kultu…, s. 10.
[9] W Polsce odbywają się cyklicznie trzy przeglądy kina bollywoodzkiego: Bilet do Bollywood, Hello Bollywood oraz BollywoodFestiwal.pl. Do szerszej dystrybucji trafia niewiele filmów masala.
[10] Zob. A. Pitrus: Kino kultu…, s. 22.
Add a comment