PIERWSZA JOGA ZA PŁOTY
Wczoraj byłam na pierwszych zajęciach z jogi. Namówiła mnie Haneczka, która na zajęcia wybierała sie już dawno, ale brakowało jej koleżeńskiego wsparcia;
- Nie masz pojęcia jak się wstydzę, jestem elastyczna jak kołek - wysapała zmartwiona przed salą
- Popatrz na te babki, nie ma stresu, Gwyneth Patrow ani Madonny nie widzę - rzekłam dziarsko, choć sama się zastanawiałam jakim torturom zostaniemy poddane
- Proszę tu karnecik, tu bilecik, maty są po lewej, proszę jeszcze pieniążki -
w uśmiechach bajerował nas młody blondynek przy wejściu
- Ale masz ładne tenisówki - zaczepiła go drobna blondyneczka
- A kupiłem sobie za pieniądze zarobione na jodze. Po pół roku pracy… - z przekąsem odpowiedział blondynek. Wszystkie dziewczęta przy wejściu zachichotały. Haneczka podała mu sumę za miesięczny karnet
- To na następną parę, przynajmniej wiadomo na co te pieniądze idą
Na sali powitał nas Pan zgrabny mięsień z tatuażami na głowie i w lnianych portkach. Zrobił na nas na tyle duże wrażenie, że nawet nie przeraziłyśmy się dziwnymi przedmiotami, które kazał nam pobrać z magazynku.
Pierwsze ćwiczenia brzmiały magicznie. Po pól godzinnie mozolnego nakłaniania ciała do jakiegokolwiek posłuszeństwa, zakładania sobie różnych szelek, pasków oraz podkładania drewienek pod wygięty w pałąk kręgosłup, tu i ówdzie począł narastać gorący ból i dygotanie łydek. - Zróbcie miejsce dla tego bólu, poczucie go i dajcie mu wybrzmieć, ale zachowujcie przy tym absolutny spokój, zaakceptujcie go. Niech mięśnie twarzy się rozluźnią, proszę porzucić te miny podyktowane jakimś rozczarowaniem, niezadowoleniem. Oddychajcie - sączył monotonnie niskim głosem niczym Kaszpirowski Pan zgrabny mięsień. Jasna cholera - syknęłam tylko pod nosem w odpowiedzi, bo właśnie palące ciepło w lewym udzie przerodziło się w niewyobrażalny ból. Jakimś cudem udało mi się zatrzymać nogę przy sobie, choć chciała się wyrwać i wybiec z wrzaskiem z sali.
- Pierwszy raz? I jak się podobało - zaczepił nas przy wyjściu Pan zgrabny mięsień. Odpowiedziałyśmy szerokim jak u konia uśmiechem, komplementami, podziękowaniami i spłoszone poleciałyśmy na kebaba, żeby nadgonić stracone, cenne kalorię
- Chyba by nam zajebał, gdyby nas tu zobaczył - podzieliłam się z Hanką refleksją znad falafela
- Chce mi się siku - jęknęła Hania, po czym dodała - ale spokojnie, ustawie po prostu biodro pod kontem 45 stopni, wezmę głęboki oddech, zrobię miejsce na ten ból i odnajdę harmonię w brzuchu. To będzie pozycja utiha- virabhrasnha- cadrasana, wiesz?
Następne zajęcia w poniedziałek. Relacjonować będę na bieżąco;)
Add a comment