- Kobieto, po co ten płacz? – Zaśpiewał artysta ze sceny, przy wtórze innych artystów. W siódmym rzędzie na krześle o nr 77, siedziała kobieta, która te słowa wzięła do siebie, gdyż płakała. Jej płacz był cichy i dyskretny, ot, chlipała sobie. Na wprost zadane pytanie ze sceny, mimo, że zadane melodyjnie i przejmująco, nie umiała odpowiedzieć. - No, po co? – Zapytał, nagle zmotywowany słowami piosenki, mężczyzna siedzący w ósmym rzędzie, na krześle o nr 97, albowiem krzeseł w rzędach było po dwadzieścia, a rzędów było więcej. Nr 97, na którym siedział mężczyzna nie oznaczał nic, nie miał swojego kabalistycznego odniesienia, nie był nawet ezoteryczny, choć, gdy dodało się jego cyfry do siebie, suma wynosiła 16, a przy mnożeniu iloczyn równał się 63, co już nadawało mu pewne znaczenie, gdyż 16, to 1+6, a więc znowu siedem, a siedem, to wiadomo… a 63, to jest zestaw trójkowy, bo 6, to dwukrotność 3, a 3, przecież znaczy wiele od zawsze. Nie mówiąc, że suma, to 9, a 9, wiadomo, na co się dzieli, gdy wychodzi 3. Po trzykroć, zatem, nic nieznaczący, numer okazuje się znaczący bardzo. Lecz najbardziej znaczący okazał się mężczyzna, który był do numeru przypisany siedzeniem. Tym mężczyzną byłem ja, bowiem, a kobietą, ona. Nie znałem jej wcześniej, póki nie załkała dyskretnie w przyciemnionej sali, czego nie zauważyłbym, gdyby nie artysta, który wprost ze sceny zapytał, śpiewając: - Kobieto, po co ten płacz? A ja to pytanie powtórzyłem zza jej pleców, lecz nie był to żaden plagiat, skoro pytałem z głębi serca, które jej płacz mi rwał na strzępy. Kobieta również nie potraktowała moich słów, jako banalnych i wtórnych, i dała mi jakąś odpowiedź, która, zaraz, okazała się zupełnie nieważna, po pocałunku, wilgotnym od łez, i gorącym od warg łakomych. Nieważne okazały się również inne pytania, które zadawał artysta wprost ze sceny, bo chyba pytał już inne kobiety, siedzące w innych rzędach.
I na, co innego znaczących, numerach.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje