Po oczach
Dzień wstał i wyrwał mnie ze snu tajemnego. Obudził rozcapierzonymi promieniami Słońca, które odbijając się od wszystkich lśniących powierzchni znalazły dostęp do moich oczu, choć schowałem się, zakopałem w pościeli w najdalszym i najciemniejszym kącie mojej sypialni. Promienie słoneczne wpadły do niej przez okno, pomiędzy zasuniętymi firankami, wąskim przesmykiem i rozpędzonymi fotonami uderzyły w ciemny ekran telewizora, odbiły się i rozprysły na nieumytej od wieczora szklance z resztką cytrynowego napoju. Z Obłej powierzchni nieczystej szklanki rozpuściły się po całej sypialni i gdzie tylko znalazły coś do odbicia, robiły to i zamieniły mój pokój w fajerewerkownię pryzmatycznych lśnień. Na koniec wszystkie skupiły się w jeden ostry nóż laserowy i cięły mnie po oczach.
Tak wstałem.
Add a comment