Dzień mija za dniem. Ciemne poranki, krótkie zabielone śniegiem dni, wieczory schowane pod ciepłą kołdrą. Biegam z jednego miejsca do drugiego, a właściwie przeskakuje jak w trójskoku. Pierwszy krok - odbicie z jednej nogi w progu ciepłego domu, drugi - lądowanie na trzeszczącej mrozem tafli zewnętrza, trzeci - lądowanie obunóż w miejscu docelowym. Świat obudował się zimną, niedostępną szklaną taflą.

A mi w środku bardzo ciepło. Serce oplotły fiołkowe pędy, które trzymają je w mocnym, czułym uścisku. Codzienność, która kiedyś wydawała się nijaka, dzisiaj jest świętością. Witam ją codziennie z uśmiechem i zasypiam w jej troskliwych objęciach. Zapomniałam juz nawet, że kiedyś dokuczało mi nienasycenie.

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA