To już jutro. Wybieram się na pracową imprezę. Odbywa się to w ośrodku, w którym jest sauna, jacuzzi, kręgle, basen, bilard i, co jest logiczne, bo w końcu mowa o pracowej imprezie, morze wódki. Balangi w tym miejscu znam tylko z opowieści, więc jutro będzie mój pierwszy raz. Powiedziałem, że nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. No więc jadę zobaczyć…

Podoba mi się w mojej firmie to, że każdy potrafi oddzielić pracę od życia prywatnego, czy od zabawy. Jeżeli szef kogoś zrypie ze cośtam cośtam, to nie stoi na przeszkodzie temu, żeby dziesięć minut poźniej pogadać z nim co u żony/dzieci/psa itp.
Podobnie na imprezach i wyjazdach integracyjnych. Wtedy nie ma podziału na szefów i pracowników. Każdy jest równy, każdy pije, każdy mówi to, co chce i nikt do nikogo później nie ma pretensji i wobec nikogo nie są wyciągane jakiekolwiek konsekwencje czy coś. Zdrowe to jest.

I jedną rzecz chciałem sprostować. Tę rzecz. Wszystko wyjaśnione, nie byłem bez winy, teraz już jest wszystko w porządku i niech tak pozostanie. Koniec, kropka.

zrodlo: …Przeciez to moj kubeczek z wiewiorka jest!