Byliśmy nad morzem. Miałem do wykorzystania zaległy urlop, więc lepiej go spędzić gdzieś poza domem. Było zimno, słońca wcale, śniegu niestety też, ale na jakiś czas podładowałem akumulatory…

A skąd ‘zabiłem ptaka’? Już tłumaczę…
Droga krajowa nr 3. Gdzieś między Nową Solą a Zieloną Górą. Na liczniku jakieś 110 km/h. Słoneczko świeci, zetka plumka w głośnikach. Sielanka. Nagle duuuuuupjebuuutpierduuuut!!! I widzę, jak malutkie, pierzaste ciałko przelatuje przez maskę, zahacza skrzydełkiem o szybę i znika we wstecznym lusterku… Normalnie zrobiło mi się przykro! Zabiłem ptaszka! W święta! W życiu nie przejechałem żadnego zwierzaka, a przecież jeżdzę mnóstwo! I jeszcze jak gdzieś po drodze na sikanie stanąłem, to zobaczyłem przyklejone piórko na atrapie…

PS. Polarny, gdybym miał więcej czasu, to bym Cię odwiedził, jednak tym razem nie było takiej możliwości. Następnym razem nadrobię.

zrodlo: …Przeciez to moj kubeczek z wiewiorka jest!