Doszło dziś do przesilenia. Poziom agresji i frustracji, na których okazanie nie mogłam sobie pozwolić, był już bardzo wysoki. Do tego doszedł kolejny dzień bólu głowy, powiększone węzły chłonne, ból żołądka, niewyspanie. Wracając do domu czułam, że muszę zrobić przerwę, bo będą kłopoty. Już i tak coraz częściej szef zwraca mi uwagę, na razie w żartach, że staję się bezczelna i balansuję na cienkiej linii.

Biorę jutro dzień urlopu. Muszę skończyć drugie zlecnie, potrzebuję na to kilku godzin spokoju. Ale nade wszysto muszę też zredukować poziom stresu i agresji. Zastanowić się, co mnie tak wytrąca z równowagi. Zobaczyć, czy dzień wolny da odejść różnym somatycznym objawom.

Chyba trudno jest powiedzieć sobie otwarcie, że miejsce pracy, które jest pewnie marzeniem wielu osób, jednak jest nie dla mnie. Chyba trudno stawić czoła opiniom "roztkliwiasz się nad sobą" vel "w dupie ci się poprzewracało".  A może to tylko moja projekcja, może nikt tak nie myśli? I w sumie, co mnie obchodzi co myślą inni? No obchodzi.

Ale i tak muszę się chwilę wyciszyć. I zastanowić, co się u licha dzieje.

zrodlo: Balsam dla duszy