Maria rozkopała pościel i przeciągnęła się, niewątpliwie, z oznakami lubieżności. Zafalowała seksualnością jak przypływ oceanu.
Z podziwem zauważyłem, że jej ciało ma zaledwie dwa punkty podparcia - pięty i czubek głowy.
Z mojego punktu widzenia, to nie był nawet czubek, tylko jakiś niesubordynowany lok Marii.
Wiele się we mnie uniosło na ten widok, bo Maria na połaci pościeli, wygięta, jak tęczowy łuk na nieba sklepieniu, lśniła całym blaskiem swojej nagości. Nie będąc, przy tym, w bezruchu - przeciwnie, od głowy po stopy, przepływały przez jej ciało fale narastającej pożądliwości - wywoływała we mnie nieopanowane poruszenie, choć udawałem obojętność, lecz nieudolnie, co widać było, mimo że chwalić się nie mam czym.
- Wiesz… - wyszeptała gardłowo -…wciąż…

Przerwałem jej całowaniem, by nie powiedziała czegoś, czego nie da się już cofnąć.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje