Kilka lat temu usłyszałam historię pewnego lekarza, który był tak zapracowany, że odstawił sen na kilka dni. Oczywiście bezdyskusyjna jest tutaj nieodpowiedzialność tego człowieka. Chciałam się jednak zastanowić nad inną sprawą. Własne obserwacje jak również zasłyszane historie, podobne do tej o zapracowanym lekarzu, przekonują mnie mnie co do tego, że senność można zagłuszyć tak samo jak głód. Ponadto zauważam, że oba te przypadki mają ze sobą wiele wspólnego. Czy bowiem odmawianie sobie snu nie przypomina postępowania anorektyczek odmawiających sobie jedzenia? Myślę, że mechanizm jest podobny. Najpierw wynajdujemy sobie powód do tego aby nie jeść lub nie spać, a potem robimy wszystko aby zrealizować samodestrukcyjny plan. Pobudki są nieco inne bo w przypdku anoreksji jest to na ogół chęć bycia “szczupłym” (chorobliwie chudym w praktyce). W przypadku nie spania natomiast, chodzi za zwyczaj nie o zmianę swojego wyglądu ale o zmianę swojej sytuacji. Nie śpimy bo wolimy poświęcić czas snu na inne czynności - pracę, naukę czy nawet granie w gry komputerowe.
Zarówno chęć bycia chorobliwie chudym jak i skłonność do poświęcenia swojego życia pracy zawodowej, wydają mi się bliskimi zaburzeniami. W obydwu przypadkach człowiek wyrządza sobie krzywdę i w obydwu przypadkach działa niejako wbrew sobie. Wreszcie w obydwu przypadkach celem jest osiągnięcie pewnej skrajności - jem jak najmniej, śpię jak najmniej (albo i wcale).
Wiadomym jest, że stale ignorowane poczucie głodu przestaje występować. Podobnie jest z uczuciem senności. Gdy przetrzymasz “pierwszą senność”, a potem jeszcze zmusisz się by pod koniec dnia po nieprzespanej nocy nie paść, senność po prostu przestaje występować. Tak samo jest gdy coraz bardziej skracasz czas poświęcony na sen. Przyzwyczajasz się do zarywania nocy i niedobór snu już nie przeszkadza. Do świadomości nie docierają już alarmy organizmu o niskim poziomie baterii zasilającej. Wszystko się załamuje dopiero przy całkowitym jej rozładowaniu. Tyle tylko, że nie wiadomo kiedy to nastąpi i jakie wyrządzi szkody.
Drugą noc zarwałam i myślę, że skoro już publikuję takie przemyślenia, to nie jest ze mną aż tak źle. Dziś po powrocie z uczelni się wyśpię. Martwi mnie jednak to, że takie sytuacje jak dzisiejsza pojawiają się ostatnio bardzo często a ja nie potrafię sobie odmówić tak zwanego “czasu wolnego od spania” (określenie kluczowe). Czasu brakuje dosłownie na wszystko. Przed chwilą weszłam na Facebooka i akceptowałam trzy zaproszenia, które czekały tam już chyba od miesiąca. Czasem zdarza mi się robić pranie o piątej rano przed wyjściem z domu. Takie dziwaczne szeregowanie zadań wynika z tego, że czas kiedy jestem w pełni władz umysłowych poświęcam na zajęcia wymagające pełnej sprawności umysłowej. Rano przed wyjściem nie mogę się skoncentrowac na takich zajęciach więc wykonuję te nie wymagające obciążania szarych komórek.
Najdziwniejsze jest chyba to, że nie wykonuję w swoim życiu niczego nadzwyczajnego. Studiuję tylko. Ponadto moi znajomi ze studiów mają podobne problemy. Dziś kolega z którym dojeżdżam na uczelnię po skończeniu zajęć oznajmił mi, że nie jest w stanie prowadzić samochodu bo oczy mu się zamykają i nie potrafi już tego kontrolować. Wczoraj do trzeciej w nocy przygotowywaliśmy się do laboratorium. Nikogo normalnego na gadu już dawno nie było. Powoli przestaj mieć znaczenie czy jest dzień czy noc. Ważne jest tylko czy jest się w stanie siedzieć jeszcze przed komputerem.
Może niepotrzebnie dramatyzuję albo po prostu chcę się pochwalić jak to mi ciężko. Przecież tego mogłoby nie być gdybym potrafiła inaczej zorganizować sobie czas, gdybym nie musiała mieć własnych kodów ani rozumieć co się dzieje na laboratorium, gdybym nie chciała nauczyć się PHP ani JavaScript i nie pisała modułu kernela w wersji z użyciem list, tylko prościej, ale ja tak nie chcę. Albo robię coś i się przykładam albo tego nie robię wcale. Nikt mi studiować nie każe. Z drugiej strony nikt mi też nie każde nie spać. Gdzie tu jest zatem błąd w kodzie? No gdzie?

zrodlo: http://thirdside.jogger.pl/