RZYGAJĄCE SMERFY
Haneczka nie mówiąc nic nikomu, zjechała z Erazmusa na warszawską bazę z zamiarem towarzyskiej niespodzianki. Siurpryza wyszła połowicznie, bo pierwszego dnia nasza doktorantka struła się polskim piwem i zemdlała owinięta ręcznikiem, a w dodatku bez majtek. Ale nawet te, ocierające się o skandal obyczajowy wydarzenia, nie pozbawiły jej humoru i pełnego ironii spojrzenia na siebie z dystansu.
Przy stole i fiołkowych frykasach przesiedzieliśmy wczoraj od 16 do… 24ej. To był istny maraton, w którym wiodła prym oczywiście Haneczka, dzieląc się z nami nowo nabytymi szokami kulturowymi z Sheffield.
- Na początku zachwycona byłam, że studenci ciągle się przebierają i chodzą w kostiumach księży i zakonnic na przykład, dużą grupą napić się do pubu. Zasłonięci maską kostiumu są bardziej kontaktowi niż normalnie. Poza tym przebierają się wszyscy, nikt nie marudzi, nie wybrzydza, pełen spontan. Ale wkrótce okazało się, że mamy inne priorytety zabawy.
- Jak to? - zastygliśmy wszyscy w oczekiwaniu na szokujące wyjaśnienia.
- Tak to, że dla nich największym szczytem marzeń i popisem jest się kompletnie poskładać. Im gorzej z tobą, tym lepiej. Modnie jest się posikać na ulicy i obrzygać, a jak sie uda jeszcze znajomych - to tym lepiej. Potem należy wrzucić foty na fejsa, oznaczyć wszystkich zarzyganych i naćpanych znajomych i rozmawiać o swoim kacu i innych dolegliwościach do następnego spotkania.
Zachichotaliśmy.
- To wcale nie jest śmieszne jak widzisz brygadę dwudziestolatków wymazanych niebieską farbą, przebranych za smerfy, które rzygają po kontach pubu. To była moja ulubiona dobranocka!
Poza tym Haneczka wyznała, że prowadzi bloga. Ale żeby nie było zbyt prosto, jest to blog tylko dla niej. Nikt nie zna jego adresu, nikt go nie czyta. Dodała również, że ani razu nie napisała w nim o mnie. To mnie wprowadziło na tyle w zadziwienie, że dzisiejszy wpis postanowiłam dedykować tylko jej:)
Add a comment