spieprzaj dziadu, ale się kłaniaj
Lotny ten nasz prezydent, ho ho… Najpierw, pomnę, poleciał na szczyt, na którym go nikt nie czekał, nawet z krzesłem był kłopot. Poleciał, klepnął premiera po ramieniu, rozsiadł się i zamyślił jak Edgar w podkomisji, potem przeszedł po kuluarach, zjadł obiad i wrócił. Ale był. Bo się należy.
Potem poleciał do Gruzji. Bardzo był dzielny. Dziennikarzom powiedział przed startem, że się nic a nic nie boi… Wygłosił mowę w Tbilisi: maluczko a rozpętałby trzecią światową. Ale jakoś się nam wszystkim upiekło, może dlatego, że Sarkozy się wdał, siedział w Moskwie z Miedwiediewem i przykładał mu kompresy na czoło, a Putinowi do północka opowiadał dowcipy o Polakach.
Teraz chce lecieć na obchody, na które Putin zaprosił Tuska. Pani Grabarczykowa z oficyny wie, że jak jej Nowakowa spod jedynki na stypę po dziadku nie zaprosiła, to i nie miała po co iść, jeszcze by siąść nie było na czym, albo by ludzie gadali że nieproszona przylazła. No ale Grabarczykowa na Pradze chowana, Żoliborz to widziała za dzieciństwa może dwa razy, jak matka lepszym ludziom odwoziła poprężone firany.
Zachowanie prezydenta Kaczyńskiego brzmi dla mnie jak jeden wielki komunikat: nienawidzę was - szanujcie mnie. Czyli: spieprzaj dziadu, ale się kłaniaj. Naprawdę sądzi, że po jego wystąpieniu w Tbilisi Putin zechce z nim właśnie rozmawiać? Po co? Z szacunku dla człowieka? Czy dla urzędu? - własnie wtedy kiedy Putin sam rządzi właśnie z “niższego” stołka?
Wreszcie Katyń… Katyń to historia, a ta jest własnością wszystkich. Rodzin pomordowanych, narodu, który z pewnością nie marzy o żadnej wojnie, nie chce się wstydzić za Prezydenta, on (ten naród znaczy) po 20 latach demokracji i w dobie internetu silnie zmądrzał.
Więc proszę, niech Pan zostanie w domu Panie Prezydencie, kto Pana miał pokochać, ten już pokochał, obchody bez Pana odbędą się tym łacniej że bez dyplomatycznych konsternacji, kpin z siebie może Pan chociaż oszczędzi i wszyscy odetchną z ulgą. Żeby się już przynajmniej Żoliborz za pana nie wstydził, nie mówiąc o Grabarczykowej.
Add a comment