Wczoraj ujawniłem - przyznaję: nie bez wstydu - że jestem literatem. Obwieszczając tę wstydliwą prawdę, nie powiedziałem jednak wszystkiego, bowiem nie tak łatwo jest przekraczać kolejne granice wstydu. Dlatego zmilczałem jeden fakt i najpewniej nigdy bym go nie ujawnił, gdyby nie tocząca się w niektórych mediach dyskusja o biografii Kapuścińskiego. Dyskusja, jak dyskusja. Jeden napisał to, a inny tamto. Podobno najważniejsze jest to, co napisał przyjaciel „cesarza reportażu”, czyli biograf. Dla mnie „sprawa Kapuścińskiego” zasadniczo nie istnieje. Kiedyś już pisałem, że nie czytałem niczego, co on napisał i od tamtego momentu nie zmieniło się nic, a i obecnie nie mam zamiaru niczego przeczytać. Napomykam o Kapuścińskim, dlatego, że swoim zwyczajem chcę napomknąć o sobie, co czynię – jak wiadomo – nieustannie i bezwstydnie, ale tak czyni każdy literat niestety, i dlatego wstyd być literatem. Kapuściński, jak wiadomo był mistrzem literatury faktu i ja to autorytatywnie, i autorytarnie potwierdzam, i wcale nie dlatego, że zgadzam się ze stwierdzeniem pewnego profesora, iż z wielogodzinnego wywiadu czasami wystarczy (nawet należy) zapisać tylko jedno zdanie, aby wywiad odzwierciedlił prawdę o udzielającym wywiadu lub żeby najistotniejsze z całego wywiadu zostało czytelnikowi przekazane. Zgadzam się z tym, chociaż nigdy nie przeprowadziłem żadnego wywiadu, jedynie kilka rozmów, lecz z niejednej rozmowy, którą odbyłem, ważne było tylko jedno zdanie, a bywało, że i jedno tylko słowo. I tylko one zostawało w pamięci. I jest tam. Podobno Kapuściński w swoich reportażach manipulował faktami i bywało, że pisał bajki o tym, co widział, a to, czego nie widział też opisywał. Znaczy się - powiadają ordynusy nieznające się na literaturze faktu – kłamał. Możliwe, a nawet prawdopodobne, ba pewne chyba, co mówię odpowiedzialnie, a dlaczego zaraz wyjaśnię, lecz prawda nie zawsze oddaje prawdziwie rzeczywistość opisywaną, na co w mediach przykładów aż nadto. Wystarczy poczytać wszystkie prawdziwe historie z IPN lub relacje z zakulisowych negocjacji tych z tamtymi, a tamtych z onymi. Dla przykładu: szczający do kropielnicy smarkaty Wałęsa nie zobrazował żadnej prawdy ani o nim samym, ani o czasach, które – chcemy, czy nie – kształtował samym swoim istnieniem, nawet, jeżeli pominiemy słowa, które wypowiadał. To tyle ogólnie, a teraz o mnie i o tym, czego wczoraj nie ujawniłem, przyznając się (ze wstydem) do literactwa. Nie ujawniłem Wam wczoraj, Przedrodzy Moi Czytelnicy, że będąc literatem, jestem literatem parającym się literaturą faktu, dokładnie tak, jak pan Kapuściński i mimo że, nie poznałem nigdy jego metod ni warsztatu pisarskiego, takie same stosuję metody żeby pokazać świat, który obserwuję okiem bezczelnym, choć nieraz przymrużonym i niech Was podobieństwo środków nie dziwi.
To, po prostu, sprawa geniuszu.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje