STAN BŁOGOSŁAWIONY
Ponieważ życie nas nie rozpieszcza, postanowiliśmy z Fiołkiem porozpieszczać się sami. Śpimy więc do południa z małymi przebudzeniami na pieszczoty, późne śniadanie jadamy w łóżku, popijając kakao przy gazecie i rozmowach, na kolację jadamy lody i oglądamy ciekawe filmy jak Una Giornata Particolare, czyli Sophie Loren w latach siedemdziesiątych. Jeździmy na rowerach, łapiąc ostatnie promienie lata, pijemy wódeczkę w letnim kinie CSW, śledząc Jacka Nicolsona w filmie "Zawód: reporter". Łazimy na imprezy do kulturalnej, gdzie Envy wciela się w "niedźwiedzia". Fiołek kupuje mi "Zwierciadło" i sam się w nim rozczytuje. W ogóle mamy czas poczytać. Luksusowo. Spotykamy się ze znajomymi i organizujemy kolacje. W nocy siedzimy na nieużywanych torach i sprzeczamy się z Czubakiem na temat wiary katolickiej. Fiołek robi zajebiste jedzenie i prowadzi eksperymentalną hodowlę ziół na parapecie, wysianych z nasion. Jak dobrze pójdzie, za parę lat będą miały trochę centymetrów. Czasami się sprzeczamy, w końcu jesteśmy ze sobą niemal 24 godziny na dobę, na przykład o to kiedy jest dzień wagarowicza, bo według Fiołka jest to 1 września. Matko. Ale tak poza tym mamy stan błogosławiony, na który dajemy sobie przyzwolenie. Przecież za chwilę, za moment, znów wpadniemy w ciemny krater etatów i nie będzie kiedy żyć.
Wczoraj cały dzień spędziliśmy na Wielokulturowym Street Party. W paradzie paradowała Ata, dając popisy capoeiry. Posłuchaliśmy fajnej muzy, popatrzyliśmy na pióra w pupie i trochę poznaliśmy swiata. Zajrzeliśmy też na Próżną, na Festiwal Kultury Żydowskiej.
Atka w akcji!
Add a comment