Stanął na wzniesieniu i rozejrzał sie wkoło.
Nie mógł nic zobaczyć, bo mimo pełni panował nieprzenikniony mrok. Chmury szczelną kurtyną zasłoniły Księżyc i gwiazdy.
Daleko, w nieokreślonym miejscu i nieodmierzonej odległości migotały tylko słabiutkie światełka okien w usypiających powoli domach. Tych wielkich blokach kilkudziesięciopiętrowych i tych małych chałupkach, jak z bajki o Jasiu i Małgosi, ukrytych w gęstych ciemnościach pradawnego boru.
Przy nocnych lampkach siedziały samotne kobiety popijające czerwone wino, doprawione łzami i tęsknotą za ciepłym dotykiem i bezinteresowną czułością.
W dzień silne i pachnące butną pewnością siebie, nieustępliwe, i waleczne w każdej sytuacji.
Przed snem słabe, jak oddech tuż przed zetknięciem warg w namiętnym pocałunku. Niewolniczo bezwolne …
Za jedno muśnięcie opuszka czułego palca zrzekłyby się swojej dziennej mocy i tej lampki samotnego wina, które takie słone od łez.
Przez chwilę patrzył na owe migotliwe samotnie, jakby zaglądał do każdej z osobna. Uniósł ramiona i zastygł w bezruchu.
Rozsunęła się na jedną, niedostrzegalną chwilę zasłona chmur i jeden, jedyny promień księżycowego blasku dotknął jego ciemnej sylwetki.
Wtedy wybuchnął bezgłośnie nieprzeliczonym snopem iskier i rozprysnął się w przestrzeni.
Każda pojedyncza skierka, szybując jak pajączek "babie lato", nieuniknienie trafiała w migocące okno i wpadała do samotnej lampki z czerwonym winem, które zmieniało w mgnieniu swoją konsystencję, by…

Tej nocy już żadna nie zasnęła bez czułego przytulenia.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje