Mam jedną podstawową zasadę przy kupowaniu książek. Omijać te reklamowane w metrze (mówiąc ściślej masowo reklamowane) z reguły bowiem, są to przykłady literatury nadającej się tylko do metra, które należy przeczytać w drodze do pracy i pozostawić w podziemiach miasta.

Z tych to powodów obchodziłam z daleka książkę "Jedz, módl się i kochaj" Elizabeth Gilbert, póki zrządzeniem losu, nie wpadła mi w ręce i zajęła nieprzerwanie parę dni, podczas których czytałam ją z wypiekami na twarzy, odnajdując w głównej bohaterce szereg własnych doświadzeń i refleksji. Na jej kontynuację czekałam więc przebierając nogami i miałam ją zapewne jako jedna z pierwszych czytelniczek w Polsce, korzystając z możliwości otrzymywania egzemplarzy recenzenckich prosto od wydawcy a w drodze do księgarni.

Kiedyś przy całkiem przyjaznym rozstaniu, mój partner z którym zafundowaliśmy sobie sporo niepotrzebnych emocjonalnych przeżyć, powiedział mi na odchodne:

- zobaczysz, wszystko jest takie same. Wszystkie związki są takie same, czy jesteś z Jasiem, Krzysiem czy Mareczkiem. Nie łudż się.

I choć w pewnym stopniu należy przyznać mu rację, nie należy zapominać, że mimo wszystko o co innego tutaj się rozchodzi. A mianowicie, o relację plusów i minusów, a może stopień ich dopasowania do naszych biegunów. Czasami bowiem się zdarza, że nieprzeciętny zestaw cech, które czasami obiektywne są dość mocno felerne, nam spasuje jak ulał. Na jakich zasadach ludzie się dopasowują próbował dociec niejeden amerykański badacz, ale zawsze ponosił fiasko. Jedni trwaja w długoletnich związkach dzięki niebywałym wysiłkom, sztuce wybaczania i podejmowanym kompromisom i jak radzą innym - ciężkiej pracy. Inni natomiast liczą lata jak słodko upływające dni pełne spokoju, leniwych podwieczorków spożywanych w cieniu jabłoni, które zmącić może jedynie bzyczenie komara. Którzy są bliżsi realizacji marzenia o doskonałej półówce nie sposób rozstrzygnąć. Czasami spokój zabija, a z kolei intensywność emocji przynosi zbyt dużo cierpienia.

Kiedy jednak przydarza nam się lub częściej - wydaje nam się, że oto przydarzyła nam się miłość naszego życia - robimy rzecz najmniej racjonalną na świecie. Podejmujemy próbę zaklęcia rzeczywistości i zatrzymania czasu. Bierzemy ślub, który ma ustrzec nas przed zmianami, przed nieustępliwą elastycznością i ustawiczną metamorfozą świata.

Elizabeth Gilbert staje przed decyzją o zamążpójściu po raz drugi, tym razem z mniej romantycznych pobódek. Poprzez swoją książkę "I że cię nie opuszczę" rusza w podróż po historii transformacji związków, przygląda się trudnym statystykom i wyciąga bardzo trzeźwe wnioski. Nie szuka teorii spiskowych, ani hura optymizmu. Z wielką pokorą podchodzi do ludzkiej, zmiennej natury, próbując jednak w swoich własnych przygotowaniach do zamążpójścia znaleźć optymalną receptę na udany związek.

Jeśli więc macie ochotę na szczerą, bardzo wyczerpujacą lekturę badającą naturę małżeństwa ale i szerzej damsko - męskich związków - polecam gorąco.

"Pamiętam rozmowę, jaką przeprowadzilam kilka lat temu z pewną kobietą, którą spotkałam w Nowym Jorku (…) Moja towarzyszka (…) oświadczyła: (…) jestem już od ośmiu lat szczęśliwa mężatką. I nigdy się nie rozwiodę.

Coż można rzec na podobny komentarz. Gratulacje z okazji osiągnięć, których jeszcze nie osiągnęłaś? Teraz rozumiem, że ta młoda kobieta wciąż była ignorantką w sprawach małżeństwa. W przeciwieństwie do przeciętnej, szesnastowiecznej dziewczyny z Wenecji, miała szczęście, że nie narzucono jej męża. Ale właśnie z tego powodu - właśnie dlatego, że wybrała współmałżonka, kierując się miłością - jej małżeństwo było o wiele bardziej kruche niż sądziła.

Przysięgi składane w dniu naszego śłubu są szlachetną próbą zaprzeczenia tej kruchości, przekonania nas samych, że - naprawdę - to co Bóg złączył, żaden człowiek nie może rozłączyć. Niestety to nie Bóg składa te ślubne przysięgi. Nawet jeśli ta moja znajoma była pewna, że ona sama nigdy nie opuści męża, to przecież nie było to wyłącznie zależne tylko od niej. Wszyscy kochankowie nawet ci najbardziej wierni, mogą zostać porzuceni wbrew swojej woli (…) 

Znane jest powiedzenie, że małżeństwo stanowi triumf nadziei nad doświadczeniem".

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA