Uparty los
Jak los się na kogoś uprze, to nie ma zmiłuj. Rok temu, tak na przedwiośniu, Romek miał wypadek – trafił go samochód jadący drogą, gdy Romek wracał do domu. Och, jasne, że nie był trzeźwy, bo taki miał styl życia, żadna ekstrawagancja. Jaki był samochód, nie wiadomo. Tym bardziej, o kierowcy nic nie wiadomo, bo się nie zatrzymał. Może znał Romka i uznał, że dla kogoś takiego szkoda czasu? Dlatego, Romek, nim go zabrało pogotowie, trochę sobie poleżał nieprzytomny, a potem jeszcze tydzień w śpiączce, w szpitalu. I przeżył. Tak, jakoś pod lato już, Romek wrócił do domu i pod sklep, pod którym bywał zawsze, gdy nie robił na roli, bowiem po wypadku styl życia mu się nie zmienił, choć niekiedy plątały mu się fakty i mylili ludzie. Czasem ze sobą. Jednakże większość osób poznawał, w tym mnie, choć innym imieniem się do mnie zwracał, ale nie jestem detalistą, więc nie było sprawy. Los się jednak na Romka uparł i tego roku, jakoś tak na przedwiośniu, trafił w niego samochód. Tym razem było wiadomo, jaki (bus), bo kierowca sam zadzwonił na policję i pogotowie, choć na to drugie, właściwie niepotrzebnie.
Bo pogotowia nieboszczyków nie zabierają.
Add a comment