Ruth Reichl krytyk kulinarny z New York Timesa, która niczym Louis de Funes w filmie "Skrzydełko czy nóżka" ukrywając się pod przebraniem, skonsumowała tysiące posiłków w nowojorskich knajpach, kiedyś napisała, że uczucie towarzyszące odkryciu nowej i dobrej restauracji porównywalne jest ze stanem zakochania. Fascynacja czyli zgłębianie podczas kolejnych wizyt jej menu trwa mniej więcej tyle ile okres zauroczenia.

Tak było z paroma moimi ulubionymi knajpami, w których potrafiłam przeżyć prawdziwie mistyczne doznania, a na które dziś nie znajduję zainteresowania. Wyjątkiem od reguły są dobre warszawskie włoskie knajpy, do których wracam regularnie. Wczoraj razem z Bartem i Sebą zjedliśmy wyśmienitą pizzę w Ursynowskiej Bazylii, a na deser czyli słodkie ptysie zanurzone w gęstej czekoladzie i szarlotkę na ciepło przenieśliśmy się już do pobliskiej Antici, w której zazwyczaj pałaszujemy włoskie wędliny.

- Wspaniały jest ten Ursynów. Tu wszystko jest. Knajpy, kluby, małe sklepiki, piekarnie. Chcę tu mieszkać! - szeptał podeskcytowany Seba na kulinarnym haju. Sprzedaliśmy chłopakom jeszcze namiary na sklep Piccola Italia przy stacji metra Stokłosy, gdzie kupić można tańsze niż zwykle produkty od włoskich, hszpańskich i francuskich producentów. Przy okazji ustanowiliśmy naszą nową świecką tradycję - knajpa za knajpę - czyli odkrycie za odkrycie, kulinarna wymiana. Ktoś zna dobrą meksykańską restaurację?

zrodlo: Z?APAÄ? MOTYLA