Mijająca spazmami zima uświadomiła mi, jak łatwo jest mnie ograniczyć, zabrać mi wolność, chociaż nikt mnie nie skazał na więzienie, czy areszt. Nie tak dawno temu jeszcze, na moim podwórku zalegał kopiasty śnieg i poruszać się mogłem wyłącznie po wytyczonych odśnieżaczem ścieżkach, tylko do miejsc koniecznych. Mogłem na tym moim nie najmniejszym przecież podwórku zrobić mniej kroków, niż na więziennym spacerniku. A byłem człowiekiem wolnym i wolno mi było wszystko. No, niech tam, prawie wszystko. Tylko, że to była iluzja i pozory wolności, albowiem nie mogłem zrobić ani kroku więcej poza odśnieżone ścieżki. A wolność, ta najbardziej wolna, to swoboda ruchu, przemieszczania się nieograniczonego niczym. Tak powiadają. Oczywiście, fakt, że mnie zima mogła tak ograniczyć, nie oznacza wcale, iż inni byli podobnymi mi więźniami swoich siedlisk. Jednak, w kontekście kopiastego śniegu, mojego uwięzienia w labiryncie trzech ścieżek, zamyśliłem się cokolwiek nad pojęciem wolności.
Ale bez konkluzji.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje