Sejm, wbrew rekomendacji komisji, przyjął poprawkę Senatu dopisującą do zadań misyjnych mediów publicznych wspieranie wartości chrześcijańskich. W Platformie Obywatelskiej nie obowiązywała w głosowaniu dyscyplina. 87 posłów głosowało za odrzuceniem poprawki, 94 było za jej podtrzymaniem, 5 wstrzymało się od głosu, 20 nie wzięło udziału w głosowaniu (w większości z powodu nieobecności, np. uczestniczenia w tym czasie w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy).

- Dla mnie ten wynik był niespodzianką. Byłem przekonany, że większość z nas ma poglądy liberalne - powiedział mi jeden ze zwolenników wpisania wartośći do ustawy medialnej.

Ja jednak zdziwiona nie byłam. Co więcej, kiedy się przeanalizuje listę “przeciwników wartości”, łatwo zauważyć, że niektórzy z nich bynajmniej za liberałów nie biegają. Przeciwnie, chełpią się swoimi konserwatywnymi przekonaniami, jak Stefan Niesiołowski czy Bronisław Komorowski. Głosowali za odrzuceniem wartości, bo takie było stanowisko komisji. Która podzieliła opinię projektodawcy ustawy, że respektowanie wartości jest zapisane w ustawie o radiofonii i telewizji, która nadal obowiązuje. Natomiast ich wspieranie jest postulatem tyleż niejasnym i rozciągliwym, co groźnym.Wystarczy sobie wyobrazić z jednej strony łamańce nadawcy, który będzie występował o licencję programową na audycję wspierającą owe wartości, a z drugiej dowolność kryteriów przyjmowanych przez KRRiTV przy udzielaniu licencji. Tym bardziej, że polski KK wydaje się ostatnio przyjmować obsesyjnie zawężoną wykładnię czym wartości chrzescijańskie są. Wykładnię, która niewiele ma wspólnego z nauką Chrystusa zapisaną w Nowym Testamencie, co zauważył np. Stefan Bratkowski.

Można by powiedzieć, że nie ma o co kruszyć kopii. Pan prezydent już miał oznajmić Zbigniewowi Chlebowskiemu, że ustawy medialnej nie podpisze. Ewentualne prezydenckie weto zostanie najprawdopodobniej podtrzymane głosami PiS i SLD. Gdyby natomiast ustawa trafiła do TK to ze strony prezydenta z pewnością nie z powodu wartości. Z kolei zaskarżenie ich przez SLD miałoby sens jedynie wówczas, jeśliby ustawa miała wejść w życie.

Jednak tym razem nie o los mediów mi chodzi. Chodzi o sprawę znacznie ważniejszą. O neutralność światopoglądową państwa. Coraz więcej osób wyraża wątpliwości, czy konkordatowy “przyjazny rozdział między Kościołem a państwem” rzeczywiście ową neutralność gwarantuje? Czy nie niesie pokusy coraz brutalniejszego wkraczania katolickich hierarchów i głoszonej przez nich doktryny w kształt instytucji państwowych, w ich działalność? Że tak się dzieje widać na każdym kroku. W poważnych odłamach społeczeństwa, szczególnie w młodym pokoleniu narasta bunt.

Nie mam złudzeń. Kościól katolicki w obecnym kształcie swojego postępowania nie zmieni. Ale od partii politycznych obywatele mają prawo wymagać jednoznacznych deklaracji w kilku podstawowych kwestiach. Takich jak zapłodnienie in vitro czy rozróżnianie między mediami katolickimi a publicznymi.

Postscriptum : Spośród wielkopolskich posłów PO za wspieraniem wartości chrześcijańskich jako zadanie misyjne mediów głosowali: Paweł Arndt, Witold Sitarz, Jarosław Urbaniak, Piotr Waśko i Wojciech Ziemniak. Czyli mniejszość. Czy dlatego, że pozostali to “liberałowie”? Nie jestem pewna. Raczej zdyscyplinowani żołnierze Donalda Tuska? Który był przeciw.

zrodlo: Zderzenia, zdarzenia