Około pierwszej w nocy wyszliśmy z Regeneracji. Nie chcieliśmy jeszcze się rozstawać, zeszliśmy więc spacerem na dół do Morskiego Oka. Była ciepła, cicha noc.

W samym środku parku zobaczyliśmy knajpę, z daleka wyglądała jak jeden z typowych grill barów, ustawianych latem wszędzie tam, gdzie skrawek zieleni. Dziwne było tylko, że o tej porze siedzieli w niej ludzie. Pozdrowili nas serdecznie, kiedy przechodziliśmy i zaprosili do środka.

Później z każdą minutą otwieraliśmy szerzej oczy. Trawa do chodzenia boso, piękny podświetlany kredens ze szkłem, kanapy, fotele, gięte metalowe krzesła, wszystko to na świeżym powietrzu. Właściciele roześmiani, owinięci w koce i zaspani, bo czynne 24h. Słoje z pasiekowym miodem, podawanym do herbaty, razem z moją ukochaną limonką i kieliszeczkiem wódki na rozgrzanie. Klimatyczna muzyka, mnóstwo lampek, świec i… oswojony młody kruk, patrzący czarnym, ciekawskim okiem.

Wybraliśmy huśtawkę ogrodową z poduszkami, trochę na uboczu. Zaproponowali nam koce, przynieśli świece do odstraszenia komarów, bo gryzły w bose stopy. Wyszliśmy o 5 nad ranem.

Oboje mamy wrażenie, że tego miejsca tak naprawdę nie było. Idąc pod górę do samochodu, baliśmy się odwrócić.

zrodlo: Balsam dla duszy