schodzę po schodach dnia
powoli
by się nie przewrócić
po policzku spływa mi łza
z żalu
że nie mogę zawrócić

na barkach niewykorzystane sny
niedospane
zwietrzałe marzenia
powietrze dokoła drży
echem
zmarnowanego westchnienia

schodzę po schodach w dół
powoli
żeby zejście przedłużyć
na równinę gładką jak stół
noc
w której się trzeba zanurzyć.

 

zrodlo: Tylko pozory i iluzje