Zen
Uwielbiam piątkowe wieczory. Spokój, odprężenie, świadomość dwóch dni wolnego. Z każdym krokiem, oddalającym mnie od budynku pracy, czułam się lżej. Zrobiłam zakupy, które zapewnią mi komfort na cały weekend: warzywa, płatki, ciemne pieczywo, mleko kokosowe, pasta curry, gazety, jakiś film. Wróciłam do domu, wstawiłam pranie, otuliłam się kocem na kanapie, upiłam łyk kawy i pomyślałam po raz kolejny, że uwielbiam piątkowe wieczory.
Znów mam potrzebę wyciszenia. Za wiele bodźców, ludzi i stresów mam w tygodniu, w za dużym pędzie żyję. Potrzebuję ciszy, własnej przestrzeni, spokoju, jogi. Obiecałam jedynie, że wpadnę na urodziny kolegi. Czuję się trochę dziwnie, bo wiem, że jego znajomi będą patrzeć na mnie i myśleć: to jest TA kobieta, ta dla której tak stracił głowę. Jak małpa w zoo trochę.
A ten, dla którego ja z lekka straciłam głowę, spędza weekend na koncertach w Dreźnie i Berlinie. Niech wraca bezpiecznie, bo w poniedziałek kupujemy bilety na maj.
Add a comment