Znajoma
Mam taką jedną znajomą. Bardziej, to z nią się mam, szczerze mówiąc. Teraz, to jest już jako tako, bo się nie widujemy, ale kiedyś… - Fajne masz dzieci. - Mówię do niej z uznaniem, bo fajne ma dzieci. - A co ciebie obchodzą moje dzieci!? - Ona mi ze złością wali ripostą tak nieprzyjemną, że się krzywię, jak mój syn po krupniku, bo nie cierpi. - No, fajne są… - usilnie ratuję sytuację, choć niezręczna. - Wychową swoich się zajmij! - Dosuwa mi złośliwością i aluzją, bo moje dzieci to wiadomo, jakie są. - Co złego, to nie ja… - Próbuję się wycofać bez urazy i dowcipnie, ale okazuje się, że niezgrabnie. - Tak, wy chłopy, to wszystko na matkę zwalić musicie! - Wykrzywia twarz w grymasie, który mówi więcej, niż słowa, bo tych więcej nie padnie, albowiem umykam jak niepyszny.
Do dziś, gdy mówię jej “dzień dobry”, to z niepokojem.
Add a comment