Sąsiad, jak to sąsiad, nawet w niedzielę, a przyszedł, usiadł na krzesełku i zapatrzył się uporczywie w coś. I milczał. Pomyślałem, a co tam, niech sobie milczy, przynajmniej nic głupiego nie powie, a i ja nerw zaoszczędzę, skoro widoku swojego sąsiad mi nie oszczędził. Ale sąsiad milczał przewlekle, a dokładniej: przeciągle, bowiem jego milczenie przeciągało się do niewytrzymania. Toteż, nie zdzierżyłem i stanąłem nad nim, jak kat nad dobrą duszą, mimo że sąsiad to duszy mieć nie może, a jeśli nawet ma, to czarną, jak sama noc i parszywą, niczym ściany piekła. Kiedy stanąłem tak nad sąsiadem, niczym kat nad duszą, podniósł głowę i spojrzał na mnie wzrokiem. Przeraziłem się, bowiem ujrzałem puste i zgasłe oczy… - A widzisz? – Powiedział sąsiad zupełnie nie po swojemu – To widzę zawsze, gdy do Ciebie przychodzę. Wstał i poszedł.
Dopiero spojrzawszy w lustro, zrozumiałem jego słowa.

zrodlo: Tylko pozory i iluzje